|
We czwartek usłyszałem dziwne dźwięki dochodzące z okolic przedniej osi w mojego bicykla. Wiedziony inżynierskim instynktem uznałem że to niechybnie łożysko. Zaplanowałem wymianę tegoż, w związku z czym dnia następnego wybrałem się po pracy do odpowiedniego sklepu.
Wybrałem się oczywiście z rowerem, pomny rozlicznych doświadczeń w dziedzinie kupowania części do rozmaitych urządzeń. Pokazałem rower, wyjaśniłem czego mi potrzeba.
Sprzedawca zerknął, jak mi się wydawało, fachowym okiem, stwierdził "standard" i sprzedał mi łożyska.
Jakież więc było me zdziwienie, kiedy w sobotę, po rozłożeniu mechanizmu, okazało się że łożyska nie pasują.
Pojechałem zatem dzisiaj ponownie do tego sklepu, tym razem samochodem, z kołem na siedzeniu.
Sprzedawca wymienił łożyska, tym razem na pasujące. Przy okazji poprosiłem też o nowe konusy, bo stare się okazały wyeksploatowane. Tu pojawił się problem, bo pasujących do mojej osi akurat sklep nie posiadał.
Posiadał owszem całe komplety razem z osią, ale wszystkie krótsze od mojej.
Wróciłem więc przez pół miasta do sklepu, który nie był po drodze, zakupiłem te dwie idiotyczne nakrętki i wróciłem do domu.
Wymiana przebiegła bezproblemowo aż do momentu, kiedy założyłem koło na widełki. Okazało się że nowe stożki są szersze od starych i oś zrobiła się za krótka...
Bilans wygląda następująco: wymiana dwóch łożysk o łącznej wartości 2,40 zł trwa już cztery dni, jestem bez roweru i robię się nieco zdegustowany oporem wszechświata w tej materii oraz materii w tym wszechświecie.
Ja wiem - pierdoła wyjątkowa. Ale takie pierdoły, kiedy się ich nazbiera więcej, połączone z podłym samopoczuciem na tle alergicznym potrafią zrujnować człowieka psychicznie. Może mi ulży, jak ponarzekam. I poklnę, curva mater.
_________________ Masz prawo nie rozumieć mnie, lecz proszę, nie zrozum mnie źle.
A high dive on a swimming pool Filled with needles and with fools
|