|
Po pierwsze, przez Hagara chce mi się nad morze, a zostały mi do luźnego rozdysponowania jakieś trzy dni urlopu :/
Po drugie, wróciłam z delegacji. Koledzy z praskiego biura zapytali szefa podczas spotkania sprzedażowego, czy nasza japońska firma-matka nie mogłaby zatrudnić u siebie jakiegoś inżyniera władającego językiem angielskim, coby rzucał okiem na przygotowywane przeze mnie tłumaczenia techniczne. W tym miejscu nadmienię, że pracuję jako tłumacz od, było nie było, sześciu lat. Mam za sobą firmę produkującą systemy wspomagania kierowcy, branżę medyczną (katetery i glukometry), kontrakt z firmą przenoszącą linie produkcyjne (kotwy chemiczne i takie tam cuda), dwa typy przemysłu gumowego (o oponach wiem zdecydowanie więcej, niż bym chciała) oraz dwa i pół roku w elektronice. Kolega, który tak się domagał zatrudnienia inżyniera, dał mi ostatnio swój tekst po angielsku do przetłumaczenia na japoński - a choć jest (kolega) po politechnice, i pracuje w międzynarodowej firmie z branży elektronicznej bodajże od dwóch lat, nie wiedział, jak napisać "obwód elektryczny". JA wiedziałam. W OBU językach.
Ale, po trzecie (i to przechyla szalę moich uczuć na stronę niekontrolowanego wk*rwu) - to rzeczonego kolegę, a nie mnie, wysyłają w przyszłym miesiącu na tydzień do Japonii.
Ogarnęły mnie niskie uczucia, ale mam nadzieję, że się zgubi gdzieś miedzy Naritą a Jokohamą (jako nie czytający znaków), a Japończycy ni w ząb nie zrozumieją jego angielskiego, którym mówi z silnym czeskim akcentem.
Przepraszam za rant, ale mną telepie ://
_________________ “I am a camera with its shutter open, quite passive, recording, not thinking.” - Christopher Isherwood.
"Nie wiem, nie orientuję się, zarobiona jestem." - Przysłowie ludowe.
|