|
Nasz lekarz rodzinny kiedyś podawał na wizytówce komórkę, choć nigdy nie sprawdzałam, czy ją faktycznie odbierał:) Teraz mają wydrukowane gotowce z informację, gdzie w razie potrzeby poza godzinami pracy lekarza szukać pomocy (właśnie przychodnie dyżurujące).
Szpitale, tak, jak pogotowie, mają pewnie już dosyć traktowania ich jak pielęgniarki i dlatego pewnie tak reagują. Znajomy, który jeździł kiedyś karetką po sporym rejonie Kaszub, skarżył się, że prawie jedna trzecia wezwań nocnych do domu była z powodu gorączki. Normalnej, nie takiej, gdy ktoś się już gotował. Ale problem jest nieco szerszy - POZy nie informują pacjentów, bo same nie wiedzą lub nie chcą wiedzieć, jaki jest ich zakres obowiązków w ramach składki, którą się na nich płaci. Mnie też kiedyś, w Szczecinie, ganiali od lekarza rodzinnego do pogotowia, z pogotowia do szpitala a ze szpitala znów do rodzinnego, który mimo, że leżałam w poczekalni zwijając się z bólu, przyjął mnie po 40 minutach. I... wypisał skierowanie do szpitala. W sumie obecnej minister zdrowia życzę, by na własnej skórze pokosztowała medycznej biurokracji, może dzięki temu zaczęłaby myśleć o sensownych zmianach, zamiast ględzić o prywatyzacji, która sama w sobie, bez zmian dotyczących zasad działania tych wszystkich jednostek, niewiele zmieni.
_________________ Przyszłam na świat po to Aby spotkać ciebie Ty jesteś moim słońcem A ja twoim niebem Po to jesteś na świecie By mnie tulić w ramionach
|