EinsteinX pisze:
Vramin pisze:
Afgański płetwonurek, czy Kentucky Fried? ;))
No, ja bym bardziej podejrzewał Chicken Invaders ;P
Trafiony - zatopiony. A Afgański Płetwonurek nawet w miarę zaczął wychodzić na prostą - jak znam życie i tych ludzi, to pewnie tylko do czasu.
Natomiast przedwczoraj zaliczyłem spektakularną glebę. Wybrałem pieniądze ze Ściany Płaczu i zadowolony pomknąłem w kierunku auta. Jak wielkie było moje zdziwienie gdy nagle kostka marki Polbruk z niesamowitą wręcz szybkością zaczęła się zbliżać do mojej twarzy. Odruchowo zasłoniłem się rękoma i poczułem jak kolana wbijają się w glebę. A właściwie miałem wrażenie, że coś mi się rozpękło. Jako, że były to godziny wieczorne, ewentualna wizyta u lekarza nie wchodziła w grę - do szpitala nawet nie ma sensu w takim przypadku jechać. Wyśmieją i jeszcze kopną w dupę na pożegnanie. Następnego dnia (wczoraj) pojechałem odebrać receptę i nie świadom błędu jaki popełniam, udałem się do bankomatu. Tak, tego samego. Wybrałem kasiorę i stwierdziłem, że wrzucę plecak do bagażnika, bo do niczego nie jest mi potrzebny. Najwidoczniej w tym miejscu jest źródło jakiejś energii, gdyż schodząc z chodnika świat znów zawirował mi przed oczami i tym razem wylądowałem na standardowej, słowiańskiej dupie. Gdy po raz czwarty rzuciłem słowem powszechnie uznanym za obraźliwe, a które w łacinie mogłoby oznaczać krzywą, stwierdziłem, że to już jest przegięcie. Poszedłem do dyrekcji centrum Handlowego Uznam i zapytałem się kiedy mają zamiar usunąć tę cudowną warstwę lodu pokrywającą badziewną kostkę. Usłyszałem, że to nie ich sprawa, bo chodnik przynależy do banku jak i bankomat. Co oczywiście jest bzdurą, bo chodnik należy do centrum handlowego, a nie dzierżawcy. Jeszcze raz udałem się do przychodni, kazałem zaaplikować sobie znieczulacz i pojechałem do domu. Co było głupie, bo w sumie - wzorem naciągaczy z USA - mogłem poprosić i nagranie z kamery bankomatu i z nim udać się do znajomego prawnika. A tak, lewa noga usztywniona, biodro boli jak cholera, a o plecach to nawet nie chce mi się pisać.
Jedyny pozytywny myk z tego całego zdarzenia jest taki, że siedząc w domu w końcu podłączyłem router WiFi, który leżał na biurku przynajmniej miesiąc. :)