Dżibril pisze:
Inaczej. Gdy ktoś przyjdzie i powie, że tam coś tam, że nie dał rady się zarejestrować, że pracuje od 06.00 do 20.00 i po prostu nie ma możliwości etc. to byś nie przyjął? Ja nie mówię, że 130 pacjentów dziennie, ale mimo wszystko? A znam takich, którzy jeszcze pacjenta pogonią.
W jakichś szczególnych przypadkach bym przyjął. Ale zasadniczo zawsze są kolejki, więc zawsze będzie "jeszcze ten jeden, ostatni dodatkowy pacjent" - i codziennie w domu 2 godziny później. Na pewno kopnę takiego delikwenta w dupę jeśli będzie się od wejścia awanturował, że "mu się należy".
A tak naprawdę, pomijając przypadki pilne, czym to się różni od przyjścia do urzędu, albo banku po godzinach jego pracy? "No niech pani jeszcze zostanie z pół godzinki w pracy i rozpatrzy mój wniosek, bo ja długo pracuję i nie mogłem wcześniej" - chyba by mnie każdy urzędnik śmiechem zabił. Przecież to jest naturalne, że jeśli musimy coś załatwić, to bierzemy z pracy wolne - a zdrowie jest chyba ważniejsze niż zarejestrowanie nowego samochodu, czy wzięcie kredytu, więc dlaczego do banku można przyjść w godzinach pracy, a do lekarza nie?
Dżibril pisze:
Ale, że jak? Ktoś tam siedzi i sobie myśli: "Hmm.., a w przyszłym roku, to nogę złamie 150 osób i będzie git". Tak? W ogóle co to jest "zakontraktowane świadczenie medyczne"?
W NFZ ktoś określa: ten oddział (np. ortopedia - zgodnie z Twoim przykładem) w danym szpitalu może wykonać w przyszłym roku procedur za 800 000 PLN. Każdy zabieg to jakaś kwota - czy operacja złożenia złamanej nogi, czy wymiany biodra na nowe. Jeżeli szpital wykona zabiegów za więcej niż te 800 000, to i tak kasy więcej nie dostanie (jeśli wykona za mniej, to oczywiście dostanie za tyle, ile zrobił). Ponieważ koszty własne takiego zabiegu są ogromne, to każdy wszystko wykonywane poza limitem przynosi straty. Wszystko jasne. Teraz: złamaną nogę operować trzeba. Na wymianę biodra można poczekać. Więc ludzie czekają rok, dwa, trzy lata. Z każdą złamaną nogą operacja się oddala - bo limit się kurczy, a musi zostać do końca roku, żeby można było operować pilne przypadki nawet 31 grudnia. To się da zaplanować, ale kolejki rosną. W większości oddziałów są takie zabiegi nagłe, które trzeba zrobić, oraz planowe, które zapisuje się na listach oczekujących. W przychodniach jest analogicznie, tyle, że czasami łatwiej, bo np. taka poradnia preluksacyjna pilnych wizyt raczej nie ma (z drugiej strony trudno zapisywać do niej dzieci rok do przodu - jeszcze przed poczęciem, czy jak? - stąd co tydzień nowa rejestracja).
Dżibril pisze:
Za zrobienie biznesplanu biorę nie więcej niż 50 - 100 pln, a często poświęcam kilka (czasem nawet naście) godzin. Hmm.., czyżbym miał powołanie? ;)
Ale nikt Cię nie zmusza do tego? nie ma ustalonych cen urzędowych? Dlaczego nie weźmiesz za to 500 PLN? Albo 1000? Myślę, że to sprawa popytu, podaży i cen na wolnym rynku - no chyba, że inni biorą faktycznie po tysiaku, a Ty masz powołanie ;) Poza tym nie masz limitu: takiego, że jak go przekroczysz, to dalej pracujesz za darmo.