Borsuk pisze:
Więc polityce generlanie nie słuchają tych naukowców, którzy podnoszą wątpliwości codo wpływu człowieka na zmiany klimatyczne. Ergo wychodzi na moje, choć mogłem wyrazić się za mało precyzyjnie - wątpliwości nie są uwzględniane -przez tych którzy decydują.
No akurat nijak nie wychodzi Borsuku (kliknij w linki, proszę). Sorry, ale te wątpliwości, o których piszesz zwyczajnie nie zostały ostatecznie udowodnione. Ostrożniej z wielkimi kwantyfikatorami. Z badań naukowców zaś wychodzi, że aktywność wulkanów nie ma globalnie istotnego wpływu, a teoria o istotnym wpływie aktywności słonecznej nie znajduje potwierdzenia w wynikach badań. Nie udało się udowodnić prawdziwości teorii kosmoklimatologicznych Borsuku bez względu na to co piszą o tym polscy czy amerykańscy dziennikarze, którzy narracji o globalnym ociepleniu nie lubią. Na przykład stratosfera się ochładza a nie ociepla, a zgodnie z teorią wpływu promieniowania słonecznego powinna się ocieplać. Ochłodzenie jest obserwowane co najmniej od 1960 roku. Badania wykazują raczej brak relacji pomiędzy globalnym ociepleniem a irradiancją słoneczną. Dlatego też trudno, żeby podnoszone przez Ciebie nieudowodnione wątpliwości były w centrum dyskursu jako fakt naukowy. Główni zwolennicy hipotezy wpływu promieniowania słonecznego na pokrywę chmur – Henrik Svensmark i Eigil Friis-Christensen też nieco zrewidowali swoje stanowisko. Warto przeczytać ich artykuł z 2007 roku:
http://www.spacecenter.dk/publications/ ... _No._3.pdfOkreślenie, ze politycy generalnie nie słuchają naukowców, którzy podnoszą wzmiankowane przez Ciebie wątpliwości jest o tyle nieścisłe, że właśnie teorie te nie zostały potwierdzone w późniejszym procesie badawczym. Mało tego wielu z tych naukowców zrewidowało swoje stanowisko w związku z wynikami badań radiometrycznych aktywności Słońca. Poza tym z tymi politykami co nie słuchają też jest to nieścisłe. Cała gromadka polityków słucha każdego kto neguje efekt cieplarniany. Neokońska administracja Busha juniora przytulała do serca każdego negacjonistę efektu cieplarnianego, czy wręcz oszołoma. I argumenty naukowe nie miały tu nic do rzeczy. Jeśli klimatyzm jest jak piszecie niby taką nową świecką religią to negowanie globcio jest wręcz dla pewnych polityków czy grup społecznych ewangelikalnym fundamentalizmem. Tu już nie chodzi o naukę, ale o ideologię. Taka kulturowa wojna jak o prawa polityczne kobiet czy teorię ewolucji i kreacjonizm. Zresztą co się działo wokół protokołu z Kioto i konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu? Trudno tutaj mówić o religijnym traktowaniu globcio i argumenty naukowe czy troska o planetę nie miały tu niestety nic do rzeczy... Część po prostu wydała wojnę protokołowi z Kioto.
Dla wzmiankowanego wyżej RAZa każda książeczka w stylu "Niepoprawnego politycznie przewodnika po teorii globalnego ocieplenia" będzie "naukową ewangelią" bez względu na to jakie by wyniki najnowszych badań nie były.BTW. dla polityków negowanie czy też odrzucanie globcio z powodów makroekonomicznych było by IMVHO społecznie właśnie bardzo korzystne. Wątpliwości Borsuku są słuchane. IPCC nie jest organizmem z parytetu politycznego, ani sam nie prowadzi polityki, poza tym to pluralistyczne ciało. Przedmiotem brutalnej walki politycznej to jest protokół z Kioto, a nie badania naukowe. Oczywiście trudno znając historię Ziemi mieć absolutną i skończoną pewność co do 100% wpływu człowieka na klimat. Z tym, że sorry, ale co z tych wątpliwości ma wynikać? Olewanie czynników antropogenicznych ma być naszym nowym dogmatem? "Bal na Titanicu"? Moim zdaniem to byłoby skrajnie egoistyczny i nieodpowiedzialny ruch, który może baaaaaaardzo drogo kosztować. No właśnie jak mamy traktować wątpliwości? Na korzyść czy niekorzyść "sprawcy". Jak byłoby bardziej odpowiedzialnie. Jaką cenę bylibyście w stanie zaakceptować? Emisja CO2 bez żadnych ograniczeń i aprioryczna niechęć do zielonych technologii są wykładniczo mądrzejsze od wiary w rolę człowieka w globcio? IMVHO nie jest, bez względu na to jak głupich wywiadów często udziela Al Gore. Natomiast dyskurs o klimacie w Polsce jest taką parodią dyskursu amerykańskiego niestety. I tu sie zgadzam. Ten dyskurs został totalnie zachwaszczony. Jeśli jest w tv dyskusja na ten temat (a powinien to być ważny społecznie temat) to w Superstacji, Polsacie czy TVN 24 mamy zazwyczaj Korwina, albo Magierowskiego, albo Ziemkiewicza. Kult kompetencji normalnie:]
Ja generalnie nie upieram się przy swoim, żeby była jasność. Ale chętnie bym zobaczył sznurek do jakiegoś dużego projektu badawczego, który został zignorowany przez tych "wstrętnych Zielonych" i "wstrętnych polityków", którzy narzucają nam "religię efektu cieplarnianego" lejąc wiadomą wodę na koła dobrze nam znanych młynów:)