Tarkus pisze:
A język niemiecki nadaje się jedynie do maszerowania. Samo brzmienie powoduje, że się człowiekowi prostuje gwałtownie prawa ręka i nabiera ochoty na najechanie Polski ;))
Hehehe :) Wujek mówił, że ta ręka to po viagrze im tak skacze.
Byłem dwa razy w Niemczech, dwa razy gościłem Niemców w Łodzi (w sumie na dziewięciu chłopa dwóch było czystych Aryjczyków, reszta to murzyńsko-chorwacko-amerykańsko-polsko-francusko-niemiecka zbieranina, u nich też najlepiej zakumplowałem się z Ruskim). Ostatni raz byli u nas jakiś miesiąc temu, przedostatnio widziałem ich rok temu. Uczę się niemieckiego od września i jakoś mi szło teraz po ichniemu się dogadać, wspomagając się angielskim. Wiele to ułatwiło, bo do tej pory (ze względu na to, że poza ich wychowawcą gadali po angielsku gorzej ode mnie) komunikowaliśmy się językiem polsko-angielsko-niemiecko-rosyjsko-serbsko-migowym :) Nauczyłem się znaczenia różnych zwrotów z różnych języków, np.
jebem ti majku :)
Po francusku uczyłem się poprzednie trzy lata i umiem tyle:
Je m'appelle...,
J'habite...,
Je ne sais pas,
Je ne comprens pas,
Je ne parle pas francais,
i najważniejsze
Vous-le-vous couche avec moi? :D
I nawet pisowni nie jestem pewien. Wolę niemiecki. Wroga trzeba znać :)
Z jasnych stron: nadal mam wolne, nie minęła nawet połowa :)