Zigor pisze:
Lukas - ja wiem, że nie najmądrzejszy termin. Ale to 1) lekko niezależne ode mnie 2) biorąc pod uwagę zachowanie pani ordynator i relację ludzi, którzy tam przebywali termin i tak nie robił różnicy. Mieszkam dwie ulice od szpitala. Wyniki mam dobre, czuję się dobrze. To co mi robią w szpitalu mogę zrobić w domu - na przepustkę nie wypuści. Kobieta - wyniki kiepskie, mieszka w wiosce obok, dała w łapę - poszła na przepustkę;] Kojarzysz wzorzec? Dalej - matka idzie zapytać o stan i wyniki swojego dziecka - pani ordynator wrzeszczy na nią, że ona w piątki nie udziela informacji, dopiero w poniedziałki. Wymieniona matka leżała na oddziale razem ze swoim 2 i pół rocznym dzieckiem. Moja mama też została zbesztana, że w ogóle raczyła zapukać do gabinetu ordynatora. Dobra, kończę wywód, ale chciałem by sytuacja była trochę bardziej naświetlona, żeby nie wyszło, że narzekam bezpodstawnie.
1) Dlatego napisałem: niezależnie od tego kto taki termin wyznaczył.
2) Termin robi różnicę - od poniedziałku do piątku, najczęściej do godziny 15 są czynne wszystkie pracownie i wykonywane są planowe badania, prześwietlenia, zabiegi itp. Choćby nie wiem jak miła, uprzejma i uczynna była ordynator, Ty leżałbyś do poniedziałku bez sensu (lub równie bezsensownie poszedłbyś godzinę po przyjęciu do szpitala na przepustkę).
I na koniec dobra rada - nie wiem co kto komu dał i co kto wziął, ale ostrożnie z takimi informacjami. Jeśli można zidentyfikować konkretną osobę (ordynator, kobieta, kardiologia lub, co bardziej prawdopodobne, interna szpitala w Jaworze - myślę że nie ma dwóch takich ludzi w tym kraju) to bez dowodów jest to pomówienie. Niech to ktoś tutaj przeczyta, pokaże jej i już może Ci wytoczyć sprawę z powództwa cywilnego. Internet nie jest anonimowy.
Życzę Ci dużo zdrowia i jak najmniej leżenia w szpitalach :)