Sakai pisze:
Zodndrak pisze:
Nie mięcho, tylko czachę. Poza tym, małpę nazwano Ameranthropoides loysi, czyli coś w stylu "amerykanski człekokształtny Loysa". Z tym, że to, co jest na zdjęciu nie jest małpą człekokształtną. Nawet jak jest mega wielkie, to i tak nie przypomina szympansa, czy orangutana.
Nie czytałeś o tym że klatka piersiowa małpy jest spłaszczona. Widać to na zdjęciu.
Cytuj:
W naiwność geologów nie wierzę, to właśnie spośród nich wywodzą się paleontolodzy.
A od ryb wywodzą się płazy... i co z tego? Nie widzę związku.
Cytuj:
Problem de Loysa polegał na tym, że on nie targał, a jako dowód miał wyłącznie zdjęcie, które ujawniono kilka lat po wyprawie. To trochę mało jak na "brakujące ogniwo między małpami a Indianami".
Czy ty w ogóle czytasz to co piszę bo odnosze wrażenie że wybiórczo. Tylko to co chcesz przeczytać.
Po pierwsze. To cud że w ogóle Loysowi chciało się zakonserwować skórę i miał jeszcze możliwość. To że w walkach z Indianami skóra i reszta zaginęła, trudno. Ocalała bardzo dobra fotografia którą naukowcy o złej woli próbują ugryźć i nie za bardzo im się udaje.
Ponieważ widzę że dyskusja zaczyna być jałowa, kończę ją. To wszystko co miałem do powiedzenia w tym temacie. Proponuję ci jednak przeczytać książkę Heuvelmansa.
To co jest na zdjęciu wygląda jak wielki czepiak. Aż i tylko. Ma takie same łapy, takie same nogi, takie same narządy płciowe (to coś to prawdopodobnie łechtaczka), taki sam pysk i nagle różni się wyłącznie klatką piersiową? Tego, że ma inną liczbę zębów, czy nie ma ogona nie będę komentował bo na zdjęciu i tak się tego nie da stwierdzić. Powtarzam, to trochę mało jak na brakujące ogniwo między małpami a Indianami (tym bardziej, że w świetle ostatnich badań przybyli oni z Azji).
Jestem z natury sceptyczny, jeżeli chodzi o różne ukryte stworzenia. Dopóki nie otrzymam przekonywających dowodów - nie zakładam ich istnienia. Większość "odkryć" kryptozoologii okazała się jak dotąd fałszerstwami bądź złudzeniami, pomijając kilka przypadków (okapi, latimeria, dziobak, którego w Europie uznawano za fałszerstwo).
Może de Loys zabił jakiegoś wielkiego czepiaka, ale nie przekona mnie do tego kiepska fota sprzed 90 lat. Na pewno nie przekona mnie ona do uznania tej małpy za jakieś brakujące ogniwo. Huevelmansa mogę sobie przeczytać jak znajdę czas, tylko, że ta książka i tak nie będzie żadnym dowodem w sprawie, niezależnie od tego, że jej autor cieszy się ograniczonym autorytetem.
Rzeczywiście EOT