|
A spróbuj zrobić nowe konto, jakbyś rejestrował grę pierwszy raz.
Niech PCtowcy cieszą się, że "SW: The Force Unleashed" nie wyszło na PC.
"SW: TFU" jest jedną z najbardziej badziewnych gier w jakie miałem okazje grać. Balans "moc + ligh sabre" jest jedyną dobrą rzeczą w tej grze. Cała reszta leży i kwiczy.
Fabuła jest. Gdzieś tam obok. Niby zwięzła, ale to są głownie przerywniki między misjami. Dobrze zrobione, ale w sumie można grać omijając je szerokim łukiem - dwa takie sobie twisty i stek bełkotu. Nie będę spoilerował fabuły, ale Imperator jest tu chyba jakiś lekko opóźniony w rozwoju. Jeśli ktoś jest fanem SW i zagra, to będzie wiedział, co mam na myśli.
Mechanika. Leży, kwiczy i woła o pomstę do nieba. Fatalny pomysł z automatycznym namierzaniem wszystkiego co jest jakimś obiektem. Fajnie, że można ingerować w położenie wielu obiektów, ale to automatyczne namierzanie psuje całą walkę. Zamiast skupiać się na przeciwnikach cały czas staramy się nie trafić kombosem w skrzynkę. Kamera jest zbyt mało dynamiczna i nawet przy pomocy prawej gałki nie opanujemy wszystkiego w walce - brakuje jednego kciuka. Kombosów jest trochę i to jest fajne (i widowiskowe), tylko, że tak naprawdę nie ma jak ich wykorzystać. No, chyba, że przy sub bosach i Jedi. Ale też nie wszystkie się przydadzą.
Moc i Light Sabre. Tu jest dobrze. Bardzo fajnie rozwiązane moce, punktów też jest tyle, by rozwinąć prawie wszystko. Można zaszaleć. No i Light Sabre połączony z mocą jest potężnym narzędziem imperialnej sprawiedliwości. I to jest najmocniejsza rzecz w tym produkcie.
Bonusy i Tomb Rider. Niestety, żeby cokolwiek fajnego (poza szatami, które dostajemy z każdą misją - ale nie do końca) zdobyć w tej grze trzeba szukać holocronów. No i tu jest straszna masakra. Tomb Raider goni Tomb Raidera. Wskocz tu, dashnij tam, double jump tędy, z dashem tamtędy. Wyrzyg. Bez zdobywania holocronów nie będziemy mieli różnych kolorów ostrza i power gemów, które dają bonusy do miecza. Poza tym jest coś w rodzaju misji pobocznych za które można dostać dodatkowe punkty rozwoju. Trzy razy udało mi się zrobić na full. Trzy razy. Pytań brak.
Poziomy trudności. No i tu jest zabawa. Jeśli opanujemy wszystkie kombosy, to faktycznie robimy rzeź. Ale dla takiego casuala jak ja, jest to najzwyklejsza męczarnia. A tytuł miał być jak najbardziej casualowy. Na easy klepiesz wszystkich, na very hard jesteś klepany - a dzięki niedoróbom, o których pisałem wyżej najwyższy poziom jest praktycznie niegrywalny.
Jak ktoś chce, to mam do sprzedania za 150pln. Nie chcę mieć tego czegoś w kolekcji. Nie chcę w to więcej grać. Niech LA zajmie się robieniem cRPG ze świata SW, bo to im najwidoczniej najlepiej wychodzi. Za klimat dam 4/10.
_________________ May the force be equal mass times acceleration.
|