|
Ale maszymka fajna jest nie? :) Tylko soft drogi jak cholera - trzeba się liczyć z wydatkami w okolicach 200 - 250 pln za grę.
"GTA4" w skrócie.
Zasadniczo nie jestem fanem serii, choć grałem we wszystkie części poza tymi wydanymi na konsole przenośne. "GTA" od momentu pojawienia się trzeciej części trafiało do coraz liczniejszej grupy odbiorców - czy to przez ładną (jak na tamte czasy) grafikę, luźne podejście do tematu przestępczości czy mocne teksty i w miarę "żywe" postaci.
Kolejna odsłona GTA zapowiadana była jako rewolucja i rozszerzenie tego, co już i tak (przy okazji GTA: San Andreas) było molochem. Zapowiadano ładne modele, cieniowania, light source i inne graficzne wytryski. Ale przede wszystkim postarano się odwzorować Nowy Jork jak najwierniej i pokazać żywe miasto. Jak im się to udało? No cóż, zacznijmy od grafiki, która stoi na przeciętnym poziomie. Nawet w HD wygląda nie za ciekawie - coś na poziomie "Gothic III", choć depth of field jest gorsze. Gorsza jest też rozdzielczość modeli. Nawet z włączonym wygładzaniem (tak, PS3 ma sprzętowy antialiasing) krawędzie modeli są poszarpane - nie wiem czy Rockstar nie robił beta testów? Przecież przesunęli premierę, to mogli dodać dwa efekty i by było super. Ale jak się nie chce... Same tekstury, to inna sprawa, bo są wykonane z należytą szczegółowością. Karoseria samochodu brudzi się, widać, że metalowy słup podtrzymujący tory kolejki nadziemnej jest z metalu. Ba, nawet można dostrzec miejsca pożarte przez rdzę. Niestety cieniowanie to już inny kawałek torciku. Taki, trochę zdeptany kawałek. Gdybym nie miał PixelPlus w telewizorze, to cienie wyglądałyby jak wyświetlone w 800x600 a nie 1080i. Od strony graficznej naciągane 8/10 - dwa efekty (depth of field i AA) i by było 9/10.
Cały interface nie uległ zmianie. W lewym-dolnym rogu mamy minimapę, w prawym-górnym ikonę broni, natomiast w prawym-dolnym jest menu telefonu komórkowego. Wokół minimapy są dwa paski: lewy (zielony) symbolizuje zdrowie i prawy (niebieski) symbolizujący stan kamizelki kuloodpornej. Jasne i przejrzyste.
Sterowanie zmieniło się nieco, ale można powrócić do znanego z „San Andreas”. Natomiast dzięki kontrolerowi SixAxis możemy sterować rowerem, motocyklem, łodzią i helikopterem za pomocą wychylenia pada. Trzeba przywyknąć, ale można nie włączać tej opcji, choć IMO jest ciekawa i sterowanie – zwłaszcza helikopterem – staje się bardziej intuicyjne. Pojazdami dwuśladowymi sterujemy za pomocą lewej gałki, a gaz i hamulec są przypisane do triggerów. A, że triggery są analogowe, to możemy jechać ze stałą prędkością, wolno przyspieszać, bądź też delikatnie hamować. Niestety, sterowanie pojazdem jest nadal kupiaste i zastanawiam się dlaczego nie dali sterowania za pomocą SixAxis, który ma przecież kalibrację położenia.
Zrezygnowano z siłowni, ale zostały sklepy z ciuchami i to nie jest głupi pomysł, bo wprowadzili też pewnego rodzaju zachowania społeczne pomiędzy naszym bohaterem, a innymi postaciami występującymi w grze. Jeśli poznamy kogoś nowego, to dostajemy od niego numer telefonu i możemy do takiego delikwenta zdzwonić, umówić się na kręgle, bilard, albo najzwyczajniej się napruć z kumplem w barze. Efekt upicia jest bardzo dobrze zrobiony, mamy tam opieranie się o obiekty, tracenie równowagi przy zmianach poziomu chodnika/ulicy, a gdy siądziemy za kierownicą, to nie da się normalnie jechać. Zresztą, samo opanowanie postaci w tym stanie, to już duże wyzwanie.
Oczywiście są też dziewczyny do poderwania (żadnego HotCoffee), jest internet (i różnego rodzaju serwisy – nawet randkowe) i kilka innych motywów, ale je już odkryjcie sami.
Reszta, to standardowe „GTA” – masa misji, mocne teksty (Jamajczycy mnie zmasakrowali, nawalają takim slangiem, że musiałem włączyć napisy, a i tak niewiele to dało) i fabuła, która może zaskoczyć w kilku miejscach.
_________________ May the force be equal mass times acceleration.
|