Dżibril pisze:
W opcjach jest taki suwak, który poprawia wyszukiwanie ścieżek. Wystarczy przesunąć go na full i AI dobrze dobiera drogę. Ta funkcja jest kilka razy wymieniana w instrukcji do gry i w FAQ.
A ja długo szukałem w instrukcji i w FAQ informacji, czy aby nie da się tego suwaka przesunąć powyżej wartości maksymalnej. Być może może zostało to poprawione w jakimś patchu/modzie/dodatku, ale w wersji, którą ja mam (Złota Edycja BG1+OzWM) wyszukiwanie ścieżek, nawet ustawione na full, jest wkurzająco niewystarczające.
Cytuj:
Poza tym chodzenie po podziemiach całą drużyną uważam za stratę czasu. Każda z postaci (single player) jest w stanie wyczyścić całą planszę. Wystarczy łączyć możliwości dane przez klasy i troszkę pokombinować w trakcie walki. Jak już kiedyś pisałem: nawet w ToB możesz zaskoczyć przeciwnika odpowiednio rzuconym zaklęciem z pierwszego poziomu.
Co kto lubi, ja akurat wolę włóczyć się całą bandą. ;] Taktyka "złodziej+łowca" nie jest mi obca, ale nawet jeśli się oczyści dwuosobową ekipą lochy, to i tak potem trzeba przez nie przeprowadzić resztę. A to już wymaga zegarmistrzowskiej precyzji przy klikaniu na miejsce docelowe i nieustannym baczeniu, czy ktoś z drużyny nie próbuje tam dojść przez ścianę.
Cytuj:
Podział Wrót Baldura na dzielnice wynika z tego, że w AD&D miasto to zostało podzielone właśnie w taki sposób jak mamy to przedstawione w grze.
OK, podział miasta rozumiem.
Cytuj:
Fakt, że zostało to zrobione troszkę nieudolnie, ale w samy Wrotach nie ma za dużo questów i tam zazwyczaj idzie się na samym końcu.
No skoro po Wrotach nie warto się włóczyć, to po co one są takie rozbudowane? Wystarczyłaby jedna, ewentualnie dwie plansze z Żelaznym Tronem i pałacem. Reszta miasta niech sobie będzie nieaktywna z komentarzem "Tu nie ma nic ciekawego". A tak, to mamy do czynienia z kwiatkami w stylu: nie mogę przejść z góry na dół planszy, bo na środku stoi mur bez bramy. Trzeba iść dookoła, przez inne plansze. Argh.
Zresztą zostawmy temat podziału Wrót. Tu sie chyba zgadzamy - został on źle wykonany. Tobie to przeszkadza mało, mnie bardzo. I na tym skończmy. ;]
Cytuj:
Pograj lub poczytaj o papierowym AD&D, na zasadach którego została ta gra zrobiona, a potem krytykuj. Jest tak, jak powinno być. A zabawy w save&load nie skomentuję, bo to jest najczystsze cziterstwo.
Zasady AD&D znam rzeczywiście tylko pobieżnie, ale wiem, na przykład, że istnieje coś takiego jak podklasy. Że umiejętności złodziejskich jest trochę więcej niż 4. Że można mieć dużo więcej frajdy z obserwowania jak nasza postać z każdym pozimem staje się silniejsza. Że czarów jest więcej. Że nawet klas i ras jest nieco więcej niż w BG1. Zresztą, juz poprzednio pisałem, że wszystkiego w tej grze jest mało.
Co do cziterstwa. Ekhm, no cóż w sumie masz rację, na swoje usprawiedliwienie powiem, że przy pierwszym podejściu do BG1 (gdy doszedłem do Candlekeep) tak się nie bawiłem. Swoją drogą, sporo osób musiało robić tak jak ja, skoro w kolejnych grach Black Isle jest opcja "maksymalna liczba punktów życia na poziom". ;]
Cytuj:
To chyba graliśmy w inne gry. Mój BG (po zainstalowaniu TotSC) daje radochę na jakieś 170 godzin, co na tamte czasy dawało kawał rozrywki. Zresztą, dzisiaj gry mają o wiele mniejszy czas gry. Jade Empire ze wszystkimi questami zamyka się w 50 godzinach, a jak na dzisiejsze czasy jest to bardzo dużo. Gears of War jest rozrywką na ok. dziesięć godzin. Oczywiście BGII bije jedynkę na głowę swoimi 200 (w porywach do 300) godzinami gry. Co do questów, to pochodź i poszukaj, bo najwidoczniej przeszedłeś tę grę "po łebku". Samo ograniczenie poziomów (do dziesiątego? jedenastego?) daje zawężone pole manewru. A co za tym idzie ograniczoną liczbę potworów.
Spojrzyj do bestiariusza AD&D i zobaczysz, że ma on ponad trzysta stron. Co daje nam około dwustu - dwustu pięćdziesięciu potworów. Dla postaci do poziomu 10 nie ma ich tak wiele. Zresztą zamierzenia twórców gry (jako, że cały scenariusz powstał od razu - może z małymi wyjątkami) były takie, iż BG jest wprowadzeniem do dalszego rozwoju fabuły.
Gdy podchodziłem do gry po raz drugi, to skupiłem sie na zwiedzaniu świata wzdłuż i wszerz. I powtórzę, że questów jest mało, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę rozmiary tegoż świata. Mnóstwo jest plansz na których nic się nie dzieje, takich jak na przykład droga między Pomocną Dłonią, Candlekeep i Beregost. Człowiek spędza ładnych parę minut na odsłanianiu planszy i najciekwaszą rzeczą, jaką znajduje jest ogr. Idzie na następną planszę, odsłania ją pare minut, a tam koleś który chce, zeby zanieść pierścionek do miasta obok. Idzie dalej, kolejne parę minut na odsłonięcie, a tam nic ni ma. Nuda, panie, nuda. Duża częśc tych 100-kilkudziesięciu godzin to kompletnie bezproduktywne - i nudne, do jasnej cholery - łażenie po planszach.
Tę nuda powiększa fakt, że dość szybko można osiągnąć maksymalny poziom. I nie chodzi mi tu bynajmniej o "fabryczne" ograniczenie narzucane przez twórców gry - i tak prawie każdy gracz instaluje jakiegoś patcha/moda, który je usuwa - ale o to, że po dojściu do pewnego poziomu liczba PD-ków potrzebnych do awansu wyżej jest tak duża, że nie do osiągnięcia w uczciwy sposób. W efekcie gdy gracz po przejściu pozostałych plansz dojdzie już do Wrót Baldura, to ma 9-10-11-poziomowe postaci, bez perspektyw na rozwój i na spotkanie godnych przeciwników. A przed nim jeszcze sporo gry, która od tego momentu zamienia się w przygodówkę. Niezbyt wciągającą IMHO.
Poza tym - skoro już porównujem BG z sequelem - "dwójka" na 4 CD daje 200-300 godzin grania, zaś jedynka (która ma przecież gorszą, a zatem zajmującą mniej miejsca grafikę) na 5 CD - jakieś 100, góra 150. (Dodatków nie wliczam.) A miejsce na tych CD zajmują jakieś brzydkie, nic nie wnioszące do gry filmiki, zamiast większej ilości questów, przedmiotów, ciekawych miejsc, potworów, wyzwań. Przy produkcji BG1 cała para poszła w gwizdek. Cienie Amn są pod tym względem o wiele lepsze. Podział miasta jest sensowny i wygodny, nie ma plansz, na których nic się nie dzieje, a durne filmiki nie zajmują miejsca na CD i nie zmuszają do żonglerki. No i w "dwójce" wszystkiego jest więcej. ;)
Co do potworów i czarów, to rozumiem, że dla raczej niskopoziomowych postaci nie ma sensu wprowadzać smoków i czarów 9. poziomu. Ale dlaczego nie ma np. goblinów?
Cytuj:
Biorąc pod uwagę, że nie skończyłeś BG, jest to dość odważne twierdzenie. Sądzę, że część fabuły w BGII w ogóle Ci nie podeszła, jako, że odwołuje się bezpośrednio do wydarzeń z pierwszej części. Ale, jak już pisałem, każdemu jego porno.
Ja sam BG faktycznie nie ukończyłem, ale miałem okazję obserwować grę brata, gdy przechodził ostatnie etapy (jakieś podziemia, walka finałowa, outro i takie tam). Zatem pierwsze słowa, jakie w BG2 wypowiada do mojej postaci Irenicus bynajmniej nie były dla mnie zaskoczniem. ;) Poza tym, fabuła w Cieniach Amn jest tak poprowadzona, że i bez znajomości "jedynki" można sobie poradzić.
Cytuj:
Po raz kolejny odwołam się do AD&D na podstawie którego ta gra została zrobiona, gdyż nie znasz realiów i chrzanisz głupoty. W grze występują tylko złote monety - głównie dlatego, żeby uprościć grę. W realiach Faerunu wieśniak zarabia... nic? Albo kilka miedziaków. Wystarczy porozmawiać z kilkoma wieśniakami z Nashkel, a mieszczuchy w Beregoście też nie mają wcale tak kolorowo. Zresztą, pamiętaj, że grasz bohaterem. A w realiach D&D co jest? Dungeons, dragons and treasures. Tego ostatniego nawet w nadmiarze. Wieśniaka zwyczajnie na to nie stać.
Dobrze, pal sześć tych biednych wieśniaków, ale czy miasta, które ciągnie zapewne niemałe zyski z wydobycia i eksportu rudy nie stać na zakupienie tej śmiesznie taniej broni? A zresztą, pal sześć też to miasto, może ktos ściąga od nich haracz, może BG1 to nie gra, która powinna ukazywać jakieś skomplikowane ekonomiczne niuanse. Ale czy tak bardzo wbrew zasadom AD&D byłby skrypt w rodzaju "dopóki gracz nie wykona questu w kopalniach Nashkel, ceny żelaznych przedmiotów powinny być 20x wyższe"? Wtedy gra byłaby ciekawsza, bo byle sztylet kosztowałby ładnych parę sztuk złota, a o zbroi innej niż skórzana możnaby na początku zapomnieć. A tak to za swoje początkowe pieniądze wojownik może kupić sobie pełne wyposażenie ze zbroją, tarczą oraz bronią i jest właściwie nie do ruszenia dla standardowych potworków (gibberlingów, hobgoblinów etc.). I proszę mi tu nie wyjeżdżać z argumentem "poprowadź maga, będzie trudniej". :P Ja tam magów specjalnie nie lubię. Nie wyobrażam sobie prowadzenia w grze RPG postaci, za którą się nie przepada. ;]
Cytuj:
A co do trwałości broni, to tez się nie zgodzę. Zwykła broń w tej grze niszczy się dość szybko, natomiast trwałe są tylko bronie magiczne.
Ke? Kurczę, trochę mi głupio, ale użyję klasycznego argumentu rodem z piaskownicy: a właśnie, że nie! ;) Mnie się raptem kilka razy zdarzyło, by broń się rozpadła. Zdecydowania za rzadko się to dzieje. (Grałem na średnim pozimie trudności.)
Cytuj:
To by było tyle ode mnie. :)
No i ode mnie też. :)
Poniewczasie pisze:
Zabij sobie Drizzta Do'Urdena na najwyższym poziomie trudności (Bez pomocy różdżki przyzwania potwora). Jak grasz sześcioosobową drużyną to do zrobienia, ale już solo to prawie niewykonalne (chyba, że zdejmiesz ograniczenie XP i podciągniesz sobie sporo poziom).
Można grać bez użycia pauzy, można nie używać quick save i zapisywać tylko przy wyłączaniu gry. Wyzwań można zrobić dużo. I nawet jeżeli gra w podstawowej wersji, na podstawowym poziomie trudności nie jest specjalnie trudna to zawsze można to zmienić (:
No właśnie, żeby znaleźć wyzwania w BG1 trzeba kombinować jak koń pod górę. Bo w standardzie jest ich za mało.