Vramin pisze:
Wczoraj obejrzeliśmy dwie trzecie starych Star Wars z DVD - zestaw kina domowego, chyba ze sześć głośników, do tego potężny ogłupiacz w wersji panoramicznej. Chcieliśmy całość, ale gospodarz nam lekko zaniemógł i zaczął już przysypiać, więc daliśmy luz.
Ja miałem tylko około 3 godzin na zapoznanie się z całym zestawem, więc musiałem wybierać :-/ 2 godziny poświęciłem na przyjrzenie się wszystkim trzem filmom, a pozostałą godzinę grzebałem w dodatkach z czwartej płyty.
Vramin pisze:
Oglądało się naprawdę fajnie
No ba! Obraz i dźwięk to po prostu żyleta - te filmy wyglądają tak, jakby zostały nakręcone wczoraj. Dodatki też super - szkoda, że nie miałem czasu na zapoznanie się ze wszystkimi.
Vramin pisze:
widać że niektóre rzeczy zostały poprawione, choć raz czy dwa gromko wołałem o wiadro. To i owo poprawiono, jednak nie wszystko co poprawić było można. Klucz, według którego wybierano sceny do poprawki pozostanie dla mnie tajemnicą...
Teraz się pewnie narażę wszystkim zagorzałym fanom: moim zdaniem większość zmian jest sensowna... Serio.
Owszem, "Gwiezdne wojny" bardzo lubię - oglądałem je setki razy i znam praktycznie na pamięć. Nie żywię do nich jednak na tyle nabożnego szacunku, żeby odrzucać
a priori wszelkie propozycje modyfikacji. Moim zdaniem zmiany wprowadzone przez Lucasa można podzielić na 3 kategorie:
a) Poprawki natury kosmetycznej, polegające na wyostrzeniu i poprawieniu różnych szczegółów dźwięku i obrazu. Różnorakie eksplozje, lampki i tym podobne duperele wyglądają teraz dużo lepiej - i bardzo dobrze.
b) Poprawki służące zachowaniu ciągłości i spójności między wszystkimi częściami. Zaliczyłbym tu przede wszystkim Haydena Christensena w końcówce "Powrotu Jedi" i poprawionego Jabbę - IMHO obie zmiany są jak najbardziej sensowne.
c) Poprawki totalnie od czapy, nie wiadomo czemu mające służyć. Modelowym przykładem jest strzelanina w kantynie, którą Lucas
znowu zmienił, diabli wiedzą po co. Tego nie rozumiem i bardzo mi się to nie podoba.
Jednak jeśli spojrzeć na całość wprowadzonych zmian i poprawek, to uważam, że zdecydowana większość z nich jest sensowna i uzasadniona.
Vramin pisze:
Tłumaczenie, a raczej tłumoczenie. Ku.rwa mać! Co za skretyniały odchód banthy, zdeptany przez stu Tuskenów to tłumaczył ?!? Oby go rancor wychędożył we wszystkie możliwe otwory. Przytoczę dwa kwiatki, abyście sobie osąd wyrobili. Hoth, Han znajduje Luke'a, wpycha go do zdechłego tauntauna i mówi, że będzie mu ciepło zanim on zbuduje szałas. Jaki kur.wa szałas, na planecie skutej lodem? W oryginale jest 'shelter', czyli schronienie, zdaniem moim i słownika Collinsa. Oprócz takich właśnie, ewidentnych pomyłek, występują także zwykłe, chamskie pominięcia tekstu, np. także na Hoth gdy Han rozmawia z Leią, mówi że ten łowca nagród zmienił jego zdanie i odlatuje. Of coz tłumocz nie raczył zauważyć, że na łowcę wpadł na Ord Mantell, o tym nawet kropki w napisach nie ma, choć Han mówi to wyraźnie. I tak przez całe dwa filmy. Tłumaczenie jest bardzo niedobre.
Hmmm... Mam jedną uwagę i dwa pytania:
1) Bardzo rzadko się zdarza, żeby napisy
dokładnie odwzorowywały to, co jest mówione na ekranie. Często jest tak, że aktorzy mówią dużo i szybko, a tłumacz musi to zmieścić na ekranie tak, żeby przeciętny widz zdążył przeczytać i zrozumieć, a do tego jeszcze rzucić okiem na samą scenę (norma dla napisów to AFAIR maksymalnie 3 linie po 32 znaki - ale te 3 linie niezbyt często, bo utrudniają). W efekcie tłumacz często musi znaleźć kompromis i przełożyć na tyle dużo, żeby nie zgubić sensu sceny, a jednocześnie na tyle mało, żeby się zmieścić w normie dla napisów.
Dla mnie niedoścignionym wzorem w tej kwestii pozostaje "Pulp Fiction" w przekładzie Elżbiety Gałązki-Salamon - udało jej się poobcinać piekielnie długie i szybko mówione dialogi tak, żeby zarówno zmieścić się na ekranie, jak też zachować sens i styl wypowiedzi.
2) W związku z tym pytanie numer jeden: zarzuty wobec przekładu opierasz na takich właśnie skrótach plus jednej niedoróbce (
shelter), czy błędów jest więcej?
3) AFAIK klasyczna trylogia "Gwiezdnych wojen" miała w Polsce przynajmniej trzy różne przekłady:
Pierwszy to ten z lat '80 - dawno już nie miałem z nim do czynienia, ale chyba był dość przyzwoity.
Drugi to rok 1995 i Krzysztof Sokołowski, który dorwał się do wersji poprawionej i przełożył ją ponownie. Niestety, spieprzył sprawę tak skutecznie, że dostał za swoje wątpliwe osiągnięcie antynagrodę Złotego Meteora za szkodliwą działalność na polu fantastyki.
Trzeci to tzw. Special Edition sprzed kilku lat i Elżbieta Gałązka-Salamon, która zabrała się za całość od początku, próbując zatrzeć złe wrażenie pozostawione przez jej poprzednika. IMHO całkiem nieźle jej to wyszło - owszem, mógłbym się czepić paru drobnych detali, ale jako całość przekład jest moim zdaniem w porządku.
Moje pytanie numer dwa brzmi: czyj przekład jest na DVD? Któryś z powyższych czy jeszcze jakiś inny?
Vramin pisze:
Biję się z myślami, czy kupić tę wersję DVD, ale dalej nie wiem.
Kupić! Zawsze zamiast polskich napisów możesz włączyć angielskie albo wyłączyć je w ogóle - i tak pewnie dialogi znasz na pamięć :-)
Vanin pisze:
Alakhai pisze:
A masz może w planach np.
to albo
to?
Ani jedno, ani drugie.
Szkoda... Gajos w roli Bukary był bezbłędny, a "Moralność pani Dulskiej" to z kolei popis Anny Seniuk. Zasadniczo za Seniuk nie przepadam, ale w roli Dulskiej była moim zdaniem rewelacyjna.