Vanin pisze:
Alakhai pisze:
Sandmany to jest zupełnie co innego i doskonale o tym wiesz.
Jak to co innego? Sandman to cykl i nie zmieni nawet tego to, że to komiks.
Trollujesz czy piszesz serio? Bo jeśli serio, to od razu daję EOT, bo się nijak nie dogadamy.
Vanin pisze:
A to że powstało opowiadanie z Cieniem, pokazuje tylko to, że również w literaturze Gaiman ciągnie już raz rozpoczete wątki.
OK, ale to moim zdaniem jest tylko jedna jaskółka, która wiosny nie czyni. To trochę tak, jakbyś powiedział, że Sapkowski pisze science-fiction (przecież napisał "Battle dust"). Jak Gaiman zacznie regularnie tłuc sequele, cykle itd., to co innego.
Vanin pisze:
Przy całej sympatii do ciebie, twoje uprzedzenie do cykli w fantasy dłuższych niż 2 tomy, przywodzi mi na myśl Lema i jego opinię o fantasy. Nie czytał, ale jest chu*owe.
No bez jaj. Po pierwsze, wielotomowych cykli fantasy już się trochę w życiu naczytałem (różne Ambery, Światy Dysku, Światy Czarownic, Elryki z Melnibone, Wiedźminlandy, Eddingsy we wszelakich odmianach, Czarne Kompanie itd.). Po drugie, wielokrotnie już pisałem, że wyznaję dwie zasady:
1) Jeśli cykl fantasy ma dwa lub trzy tomy, to zazwyczaj nie ma sprawy, bo dobrych dylogii i trylogii jest sporo. Jeśli ma cztery lub pięć, to podchodzę bardzo ostrożnie, ale nie dyskwalifikuję od razu, bo są chwalebne wyjątki - chociażby Pierwsze Kroniki Amberu, Księga Nowego Słońca czy "Był sobie raz na zawsze król". Natomiast nie przypominam sobie dobrego cyklu fantasy, który miałby więcej niż pięć tomów.
2) Pół biedy, jeśli cykl był od samego początku planowany jako dylogia/trylogia/tetralogia/whatever - wtedy zazwyczaj całość trzyma się kupy stylistycznie, logicznie itd. (np. Tolkien czy Kay). Natomiast jeśli autor coś tam napisał, odniósł sukces i teraz tłucze sequele, prequele or compatible, to w 9 przypadkach na 10 jest to chała i zwykły skok na kasę. Wyjątki są cholernie rzadkie.