Eline pisze:
Jeżeli masz od kogo pożyczyć, to możesz jeszcze spróbować "Dym i lustra" - to zbiór opowiadań Gaimana. Poziom, IMHO, raczej średni, ale jest kilka fajnych, np. "Załatwimy ich panu hurtowo" czy "Morderstwa i tajemnice".
Faktycznie, poziom średni. Kilka opowiadań było niezłych, ale jako całość zbiorek jest moim zdaniem taki sobie.
Eline pisze:
No i pozostaje jeszcze "Dobry Omen", ale tam więcej Pratchetta niż Gaimana.
Erm... "Dobry omen" należy czytać wyłącznie w oryginale, bo przekład Gałązki & Garzteckiego jest niedobry. Bardzo niedobry. Szczegóły np.
tutaj albo najlepiej
tutaj.
Poza tym rzeczywiście więcej jest tam PTerry'ego niż Gaimana - Gaiman dał pomysł i stworzył początek, a dalej pisał już głównie Pratchett.
Eline pisze:
Aha, "Gwiezdny pył" zdecydowanie odradzam, ale to tylko moje zdanie. Ostatnio WMKot pisała o tej książce w tonie zdecydowanie pozytywnym :)
Dla mnie "Gwiezdny pył" to książka typu
read & forget - fajna baśniowa historyjka, miło się ją czytało, ale po odłożeniu na półkę nie pozostawiła jakichś głębszych wspomnień ani emocji.
PolB o \"Nigdziebądź\" pisze:
Ahem, no, tego... będzie ciąg dalszy. Ponoć. A Anansi Boys też w sumie tacy całkiem standalone nie będą.
A ja myślałem, że Gaiman i Kay to ostatni sprawiedliwi w zepsutym mamoną świecie pisarzy fantasy... Cóż, zatem ostał się tylko Kay. Ech... :-/
Vanin pisze:
Alakhai pisze:
Nie ma więcej - Gaiman pisze tylko standalone'y, w żadne kilometrowe cykle po fafnaście tomów każdy się nie pcha (i chwała mu za to).
Np. naście Sandmanów i opowiadanie z Cieniem z "Amerykańskich bogów".... :P
Sandmany to jest zupełnie co innego i doskonale o tym wiesz. A "Władca górskiej doliny" to tylko ukłon w stronę Silverberga - takie pojedyncze opowiadania do "Legend" pisała już cała czołówka amerykańskiej fantastyki. Co innego jedno grzecznościowe opowiadanie, a co innego sequele, cykle itd.
Vanin pisze:
Problem w tym, że Gaiman to pisarz przereklamowany i poza "N", które o ironio jest nowelizacją scenariusza, to jego książki są po prostu nudne i przegadane. Co z tego, że napisane dobrym językiem, jak po prostu nudne.
Się niezupełnie zgodzę, bo "Amerykańscy bogowie" mi się podobali. Owszem, zakończenie trochę psuje wrażenie z lektury (spodziewałem się czegoś lepszego i ambitniejszego), ale i tak jako całość książka zdecydowanie przypadła mi do gustu.