A miałam ogłosić EOT. Vanin, to wszystko Twoja wina! ;)))
Magdalaena pisze:
U Piekary sam pomysł inkwizytora bardzo mi się podobał (zwłaszcza, że Piekara jest prawnikiem i nieźle mu to wyszło), ale IMHO autor miał problemy ze spłodzeniem z jego udziałem ciekawych historyjek. I być może to rozczarowanie jakoś we mnie siedzi i przenosi się na inne utwory.
Tak w ogóle to podpisuję się pod tym, co napisałe Vanin. Od siebie ddoam jeszcze tylko kilka uwag natury ogólnej:
Widzisz, Mordimer tak naprawdę wcale nie musiał być inkwizytorem. Z łatwością można by opiekę Anioła Stróża i szczególne zamienić na wykształcenie magiczne i mielibyśmy kolejne sztampowe fantasy z rebajłą na pierwszym planie. IMHO opowiadania by na tym nie straciły nic a nic, bo i tak Piekara co i rusz wybawia głównego bohatera z opresji metodą Deus ex Machina (na przykład nietypowe umiejętności Madderdina mnożą się i mnożą jak grzyby po deszczu), a ontologia świata przedstawionego (mimo quasi kontrowersyjnego pomysłu) jest tak nieporadna, że aż śmieszna (chodzi mi zwłaszcza o tę herezję, <być może spoiler, na razie tylko moje domysły :PPP>
która na końcu pewnie nie okaże sie wcale herezją (piszę z perspektywy drugiego tomu, bo "Miecza aniołów jeszcze nie czytałam</spoiler>.
U Diaczenków nie ma powieści bez "Inkwizycji". Nie da się po prostu.
I już nikogo nie będę gnębić pytaniem, jak inkwizycja może być taka sama, skoro wiedźmy są zupełnie inne? ;)))