Alakhai pisze:
Vanin pisze:
Czy ty naprawdę musisz mieć sto emotów na końcu??? Zresztą powinieneś mnie trochę już znać.
Kiedy właśnie z tobą mam zawsze problem. Niektórzy stawiają w pewnych sytuacjach emoty zawsze, niektórzy nigdy (np. PWC). A ty raz tak, raz siak.
Widzisz, bo kiedy uznam że jest potrzeba przywalenia emota, to to robię. W pozostałych przypadkach wierzę w umiejętność czytania między wierszami, ale z tym różnie bywa... Tak czy inaczej, Pacek zareagował np. właściwie.
Alakhai pisze:
No nie, tu się nie zgodzę. Kwestia "podobały się/nie podobały się" to głównie DGCC, ale z tym oderwaniem od zasadniczego wątku i zbędnością to nie bardzo wiem, o co ci chodzi. Przecież one właśnie celowo nie były wstawione w główne wątki, tylko stanowiły wydzielone preludia do poszczególnych części książki - po to, żeby czytelnik mógł sobie stworzyć w głowie obraz świata zanim zagłębi się w osadzoną w nim akcję.
No ale właśnie w tym problem, że one były zupełnie oderwane od zasadniczego wątku. Samoistnie, to owszem, może by i się jakoś tam prezentowały, ale w połączeniu z resztą, wyszedł niepotrzebny miszmasz.
Alakhai pisze:
C'mon. Zauważ: Yag przychodzi do Isaaca, bo bardzo mu zależy na odzyskaniu możliwości latania. Tak bardzo, że godzi się na bardzo duże wyrzeczenia - najpierw cholernie długa i uciążliwa podróż przez pół znanego uniwersum, potem życie po kryjomu w nieznanym sobie mieście, sypianie po dachach, czajenie się po kątach, zdobywanie jedzenia w bliżej nieznany sposób i ogólna izolacja, a na dokładkę przez kontakty z Isaacem pakuje się w całą tę aferę z Ćmami. Po czym na samym końcu, gdy ....., Yag nagle dochodzi do wniosku, że..... zamiast po prostu ...... Ja tam nie bardzo dostrzegam psychologiczną motywację takiego zwrotu.
To nie ma nic wspólnego akurat z psychologią, tylko z faktami, które Mieville prezentuje. A o ile pamiętam, Corbuzon było ostatnim miejscem, w którym Yag mógł znaleźć jakąkolwiek pomoc. Tym samym, nie miał na koniec innego wyjścia, w przeciwieństwie do Isaaca.
Alakhai pisze:
Ja też żałuję, ale nic na to nie poradzę - vis maior i tyle.
A w to już nie chce mi się uwierzyć :P Odliczyłbyś czas jaki spędzasz w sieci i na innych pierdółkach, to by się te dwa niepełne dni znalazły :P