Vanin pisze:
Czy ty naprawdę musisz mieć sto emotów na końcu??? Zresztą powinieneś mnie trochę już znać.
Kiedy właśnie z tobą mam zawsze problem. Niektórzy stawiają w pewnych sytuacjach emoty zawsze, niektórzy nigdy (np. PWC). A ty raz tak, raz siak.
Vanin pisze:
Alakhai pisze:
Po drugie, moim zdaniem "Dworzec Perdido" to w sumie nawet niezła książka - owszem, zdecydowanie nie tak genialna jak chcieliby ją widzieć niektórzy, ale na tle całości ukazującej się u nas fantastyki plasuje się moim zdaniem w górnych stanach średnich.
Zaraz, zaraz. Powinieneś dodać, że na tle ukazującej się u nas
importowanej fantastyki. Albo jeszcze,
importowanej zachodniej fantastyki. Wtedy mogę się zgodzić.
Co do
importowanej zgoda. W kwestii
importowanej zachodniej wolę się nie wypowiadać, bo z fantastyki wschodniej znam głównie Strugackich - poza nimi czytałem tylko kilka pojedynczych pozycji.
Vanin pisze:
Alakhai pisze:
W odróżnieniu od ciebie opisy mi się podobały, a szczególnie te preludia do poszczególnych rozdziałów, w których Yagharek opisuje Nowe Crobuzon. Bardzo ładne i plastyczne.
Ajajaj... To tylko jego rozbuchana wyobraźnia dawała o sobie znać. Niestety te opisy były zupełnie oderwane od zasadniczego wątku. Zbędne po prostu, gdyż stanowiły "późnobarokowy odpust", jak niektórzy tutaj zwykli mawiać.
No nie, tu się nie zgodzę. Kwestia "podobały się/nie podobały się" to głównie DGCC, ale z tym oderwaniem od zasadniczego wątku i zbędnością to nie bardzo wiem, o co ci chodzi. Przecież one właśnie celowo nie były wstawione w główne wątki, tylko stanowiły wydzielone preludia do poszczególnych części książki - po to, żeby czytelnik mógł sobie stworzyć w głowie obraz świata zanim zagłębi się w osadzoną w nim akcję.
Vanin o woltach w końcówce pisze:
Isaaca owszem. Potworny koszmarek na koniec, za to w przypadku Yagharka tego wg mnie nie ma.
C'mon. Zauważ: Yag przychodzi do Isaaca, bo bardzo mu zależy na odzyskaniu możliwości latania. Tak bardzo, że godzi się na bardzo duże wyrzeczenia - najpierw cholernie długa i uciążliwa podróż przez pół znanego uniwersum, potem życie po kryjomu w nieznanym sobie mieście, sypianie po dachach, czajenie się po kątach, zdobywanie jedzenia w bliżej nieznany sposób i ogólna izolacja, a na dokładkę przez kontakty z Isaacem pakuje się w całą tę aferę z Ćmami. Po czym na samym końcu, gdy
Isaac go olewa, Yag nagle dochodzi do wniosku, że
zostanie w tym mieście, przystosuje się i zacznie traktować je jak swój dom, zamiast po prostu
poszukać innego naukowca czy w ogóle jakiejś innej możliwości ponownego latania. Ja tam nie bardzo dostrzegam psychologiczną motywację takiego zwrotu.
Vanin pisze:
irytowały mnie lewackie poglądy autora.
Ciekawe, bo mnie jakoś niespecjalnie. Tzn. owszem, dostrzegałem ich przejawy, ale nie rzucały mi się w oczy na tyle jaskrawo, żeby zaczęły irytować.
Asl pisze:
Co do Mieville'a: zasadniczo zgadzam się z Alem.
Jak to szło?
Great minds think alike ;-)
Asl pisze:
Chociaż część książki zdążyła mi już wywietrzeć z głowy :] Ech, Krzysiu, szkoda, że Cię nie będzie :)))
Ja też żałuję, ale nic na to nie poradzę -
vis maior i tyle. A książkę mogę ci oddać np. przez Tarka & Keri, jeśli zależy ci na czasie.
Joanka o \"Diunie\" pisze:
O tłumaczeniu Marszała, to nie potrafię wiele powiedzieć, bo nie widziałam oryginału.
Oryginał mam, więc mogę ci pożyczyć.