Alakhai pisze:
Przesadzasz podwójnie. Po pierwsze, obrażasz w ten sposób całkiem sporo osób, wliczając w to Jacka Dukaja.
Czy ty naprawdę musisz mieć sto emotów na końcu??? Zresztą powinieneś mnie trochę już znać.
Alakhai pisze:
Po drugie, moim zdaniem "Dworzec Perdido" to w sumie nawet niezła książka - owszem, zdecydowanie nie tak genialna jak chcieliby ją widzieć niektórzy, ale na tle całości ukazującej się u nas fantastyki plasuje się moim zdaniem w górnych stanach średnich
Zaraz, zaraz. Powinieneś dodać, że na tle ukazującej się u nas
importowanej fantastyki. Albo jeszcze,
importowanej zachodniej fantastyki. Wtedy mogę się zgodzić.
Alakhai pisze:
2) W odróżnieniu od ciebie opisy mi się podobały, a szczególnie te preludia do poszczególnych rozdziałów, w których Yagharek opisuje Nowe Crobuzon. Bardzo ładne i plastyczne.
Ajajaj... To tylko jego rozbuchana wyobraźnia dawała o sobie znać. Niestety te opisy były zupełnie oderwane od zasadniczego wątku. Zbędne po prostu, gdyż stanowiły "późnobarokowy odpust", jak niektórzy tutaj zwykli mawiać.
Alakhai pisze:
3) Fajne jest też to, że w funkcjonowaniu miasta widać różne przyziemne, ale bardzo prawdziwe w naszym realnym świecie elementy - wykłócanie się o pieniądze na badania naukowe, tłumienie zamieszek, korupcja władzy itd.
Fajne, owszem, ale chyba powinniśmy się zdecydować, czy piszemy powieść, w której główną zaletą będą rzadkie opisy życia codziennego, czy główny bądź co bądź wątek. Mieville tutaj poległ, ale to jest wg mnie jego typowy problem. On za bardzo lubi dygresje i mało znaczące szczególiki. Analogiczny zabieg występuje w "The Scar" - opisy pływającego miasta są niesamowite, podczas gdy główny wątek potwornie kuleje. Razem z bohaterami zresztą.
Alakhai pisze:
1) Fabuła jest niestety dość prosta i stereotypowa. Może nie jest zła, ale spodziewałem się czegoś bardziej wyrafinowanego.
Stereotypowa to może nie, ale nie jest wciągająca.
Alakhai pisze:
2) Zakończenie jest rzeczywiście do dupy. Sprawia wrażenie pisanego na kolanie, poza tym jest tak nieprawdopodobne psychologicznie, że szkoda słów. Nijak nie widzę uzasadnienia do takich wolt w wykonaniu Isaaca i Yagharka, jakie obaj wywinęli w końcówce
Isaaca owszem. Potworny koszmarek na koniec, za to w przypadku Yagharka tego wg mnie nie ma.
Alakhai pisze:
3) Ja rozumiem, że czytanie fantastyki wymaga zawieszenia niewiary na kołku, ale są jednak pewne granice. Pół biedy z różnymi steampunkowymi rozwiązaniami, pal diabli magię, taumaturgię i co tam jeszcze - w końcu to fantastyka, więc akceptuję. Jednak w momencie pojawienia się sztucznej inteligencji (automat sprzątający, Rada Konstruktów itd.) moje wzmocnione kołki zaczęły trzaskać jeden po drugim. Wprawdzie żaden ze mnie naukowiec, ale nawet mnie się to wydało bardzo mocno naciągane.
No akurat mnie bardziej naciągany wydawał się Tkacz, ale akurat zawieszenie niewiary w moim przypadku nie trzeszczało.
Alakhai pisze:
Za to zupełnie niepotrzebnym elementem są moim zdaniem Piekielni. Pewnie to DGCC, ale mnie demony i diabły do tego wszystkiego po prostu nie pasują. Pojawienie się Ambasadora odebrałem mniej więcej tak, jakby nagle wyskoczył John Cleese i ogłosił, że teraz będzie coś z zupełnie innej beczki.
Dokładnie. U Mieville'a nie ma żadnego humoru, a tu nagle dostajemy ambasadora. W zestawieniu z całością jest to tak kompletnie "od czapy", że aż zęby bolą.
Alakhai pisze:
P.S. Bardzo drażnił mnie tłumacz, który część nazw własnych poprzekładał, a część zostawił w oryginale. Moim zdaniem albo w lewo, albo w prawo - taka mieszanina jest wkurzająca.
Tłumacz akurat mi nie doskwierał, bo czytałem w oryginale. O wiele bardziej irytowały mnie lewackie poglądy autora. Nie lubię idiotów.