|
Skończyłam czytać "Mój przyjaciel zdrajca" Marii Nurowskiej.
Poruszająca lektura. Płk. Kukliński - mężczyzna, a przede wszystkim żołnierz wierny przysiędze służenia Ojczyźnie. Jednej Ojczyźnie - Polsce. Nie Rosji, nie Ameryce - Polsce. Człowiek, który postanowił nie dać się wciągnąć i zmielić przez młyn historii, który postanowił się przeciwstawić systemowi, pracując w systemie. Do czasu. Pochowano go na Powązkach. Nie tak jak chciał, by jego prochy rozsypano w ukochanym, żimnym Bałtyku. Odmówiono mu nawet tego.
Wstrząsnął mną fragment dotyczący dokumentu (jednostronne zobowiązanie Polski wobec ZSRR na wypadek wojny - italikiem) utrzymania w dobrym stanie w Polsce dróg:
"...tutaj masz dwadzieścia strategicznych dróg, którymi by szły przez Polskę wojska sowieckie drugiego rzutu strategicznego. Widzisz te cztery drogi tutaj zaznaczone? A, B, C i D... a tutaj dziewięć strategicznych dróg kolejowych. (...) Tymi drogami podczas pierwszych dni wojny przemieszczałoby się ponad milion ludzi. (...)
Do przewozu wojsk i środków materiałowych Armii Radzieckie utrzymywać w parku taboru kolejowego PRL, z gotowością podstawienia do przygranicznych rejonów załadunkowych w ciągu pierwszej dekady nie mniej niż: platform dwuosiowych - 16000, platform czteroosiowych i sześcioosiowych, przydatnych do przewozu czołgów - 4000, cystern 3500."
Po co było rozwijać infrastrukturę drogową prze 50 lat PRL-u (włączyła mi się spiskowa teoria dziejów - a może i teraz? Kto wie, może ta umowa dalej obowiązuje?), skoro najważniejsze było utrzymanie dróg potrzebnych obcej armii?
I jeszcze jeden fragment:
"Czy było warto? Odpowiem Ci tak. Latami przyklejałem na wielkich sztabowych mapach symbole grzyba atomowego: niebieskie tam, gdzie uderzenia miały paść z Zachodu, czerwone, gdzie miały paść nasze. To było moje wyjątkowe zadania. Inni dbali o mundury, o buty, o kiełbasę, o naprawę czołgów. A ja nie mogłem nie myśleć, co te grzybki oznaczają. Musiałem na tych mapach rysować długie warkocze, które wyznaczały strefy skażeń promieniotwórczych, mających zagrozić Armii Radzieckiej drogę do serca Europy. Jeden taki warkocz układał się na linii Wisły, w poprzek kraju, bo u nas przeważnie wieją wiatry północno-zachodnie. Tam miały pójść uderzenia powyżej jednej megatony, przecinające Polskę na pół. A drugi taki warkocz wyznaczałem w zachodniej części kraju. Spytasz mnie jeszcze raz, czy było warto?"
Ostatnio zmieniony 10.09.2004 @ 22:29:22 przez Idy, łącznie zmieniany 1 raz
|