Ysengrinn pisze:
W tej zresztą książce historycznej(o trochę głupim, bo podwójnym tytule "Wyprawy krzyżowe - Armie ludów tureckich" Andrzeja Michałka), jak i w "Krzyżowcach" jest opis bitwy pod Doryleą, z tym, że oba są krańcowo różne pod każdym względem z wyjątkiem wyniku:).
U Michałka pewnie nie ma strzygi ;-)
Ysengrinn pisze:
Z przyłbicą poddartą do góry(o, jest i błąd merytoryczny:)), jako przystoi w czasie harców, w stalowym szłomie, pancerzu, w blachach okrywających uda, ramiona, golenie długą kopię ująwszy krzepko w garść(kopii też wtedy w sumie jeszcze nie było;P), pan de Melun wali wprost na Saracena.
:-/
Ysengrinn pisze:
Z tego co ja czytałem było wyczerpane długotrwałymi wojnami i skarbiec był pusty. Dlatego prosili o pomoc Zachód, że sami dopiero się zbierali z ziemi.
Runciman: "Skarb świecił pustkami" (w 1081 r.).
:-/
I jeszcze kamyczek ode mnie: "Żony nobilów dźwigały na głowie wysokie, szpiczaste rusztowanie, okryte długim, białym kwefem". Słowem - piętnastowieczny hennin w XI w.
:-/
Jestem zdruzgotana... a właściwie to nie :-) Dobrze jest orientować się, gdzie autorka się pomyliła, ale kiedy ktoś czytał "Krzyżowców" będąc dziesięcio- czy dwunastoletnią dziewczynką, te szczegóły nie miały znaczenia, a za to ogromne wrażenie robiła całość, którą się bardzo mocno przeżywało i która na dobre utrwaliła się w pamięci :-)