gotrek pisze:
Włąśnei skończyłem Artura Baniewicza "Gdzie księżniczek brak cnotliwych: - 3 część cyklu o czarokrążcy.Wszystkimi 3 częściami jestem mile roczarowany. Spodziewałem się potężnej chały - a dostałem dobrej jakości fantasy.
Ezena pisze:
Naprawdę? Czytałam pierwszy tom i zupełnie mnie nie wzięło. Względnie podobało mi się jedynie ostatnie opowiadanie... Całość jakby sztuczna, na siłę stylizowana na Sapkowskiego, aż zgrzytało od wymuszonego humoru (oceniając ogół, zdarzały się lepsze kawałki).
Wiesz Ezena, ja miałam to dokładnie odwrotnie – ja zaczęłam od tego opowiadania – „Smoczy pazur” bodajże w „Fantasy” i naprawdę mi się podobało. Takie sprytne, lekko kryminalne z miłym klimatem. Owszem stylizowane na ASa , ale w końcu iluż z naszych współczesnych pisarzy potrafi się całkowicie uwolnić od widma wiedźmina ?
Poszłam za ciosem i kupiłam dwa pierwsze tomy o Debrenie i nawet skusiłam się na mainstremową „Górę Trzech Szkieletów” i z każdą kolejną było coraz gorzej. „Drzymalski przeciw Rzeczpospolitej” przeczytałam z biblioteki i księżniczki również czeka ten los.
Autor się powtarza – ma jeden pomysł i podaje nam go w kilkunastu odsłonach każdej gorszej od poprzedniej :-(
Obawiam się, że jeszcze trochę i będę w stanie sporządzić kompletny życiorys pana Baniewicza i zapis jego służby wojskowej. Również bohaterka płci żeńskiej we wszystkich jego książkach występuje praktycznie ta sama (czy autor ma żonę ?) i spotkanie jej po raz kolejny nie dostarcza zbyt wiele pozytywnych wrażeń.
To prawie jak Maria Szyszkowska, która wydała kilka podręczników umieszczając w nich przemieszane te same akapity.
O ile jeszcze skomplikowane relacje psychologiczne bohaterów mogłyby być ciekawe (gdyby się nie powtarzały) to Baniewicz nie radzi sobie kompletnie z większymi szamotaninami i walkami w których bierze udział kilku bohaterów. Nigdy nie wiadomo do końca kto krzyknął, kto uderzył ....