Joanka pisze:
Bardzo mi przypomina styl, w jakim moja babcia cokolwiek opowiada. Wszystko jest poplątane, pełne niepotrzebnych dygresji, a za to pozbawione pewnych elementów, które dla niej są oczywiste, ale dla słuchacza niekoniecznie. Później się złości, że słuchacz nie zrozumiał i zadaje głupie pytania.
Mówisz o stylu narracji. OK, tu się mogę zgodzić, ze nie każdemu to odpowiada, chociaż sam akurat lubię dygresyjną narrację, retrospekcje i wszystkie takie rzeczy, prosta, linearna fabuła akurat najmniej mnie kręci.
Joanka pisze:
Takie same były moje odczucia podczas czytania "Zbójeckiego gościńca". Miałam wrażenie, że autorka napisała sobie powieść, a później wzięła z niej co drugie zdanie i tylko to kazała wydrukować. Poza tym, a może właśnie dlatego, postacie i świat były papierowe i przedstawione powierzchownie.
Przeczytałam dwadzieścia stron i dałam sobie spokój, może rzeczywiście coś straciłam. ;)
Wiesz, chyba tak;) I po dwudziestu stronach byłbym jednak ostrożny, są książki, które się wolno rozkręcają - sam pamiętam, jak kiedyś nie mogłem przebrnąć przez początek "Poniedziałku..." Strugackich, robilem kilka podejść, aż za ktorymś razem zaskoczyło. I, ku memu wielkiemu zdziwieniu okazało się, ze to jedna z książek, do których zawsze będę wracał.
I zupełnie serio namawiałbym Cię jednak do przeczytania "Letniego deszczu" - bo różni się mocno od "Zbójeckiego...". Poza tym, z racji tego, że wydany jest w innej oficynie pisany jest tak, by można było czytać bez znajomości poprzednich tomów - coś tam sie pewnie traci, ale sam tak czytałem, bez specjalnego dyskomfortu.