|
Czytam Gringo... i bawię się świetnie. Szczególnie, że Cejrowski ma upodobanie do humoru w stylu Pratchett & Cholewa sp. z o.o. Oto mały przykład (nie mogłem się powstrzymać;):
"Część Czytelników może nie wiedzieć, co to kompost. Dlatego wyjaśniam: kompost to jest kupa czegoś martwego, co wciąż żyje. Życiem... wewnętrznym. W dodatku, w sposób dość natarczywy, daje to odczuć wszystkim, którzy znajdują się w pobliżu. Szczególnie od zawietrznej.
Kompost zachowuje się tak jak kotlet, który zapragnął kwiknąć albo przynajmniej pomachać małym zakręconym ogonkiem. Tyle że kotletom to nigdy nie wychodzi."
Mniam. Takich kawałków jest więcej. (Chociaż tak naprawdę wiem, że to głupie i absurdalne. Ale to zmienia faktu, że wciąż bardzo śmieszne - dla mnie;)
I jeszcze jeden cytat:
"Codziennie, choć najczęściej o tym nie wiem, [moi przewodnicy] ratują mi życie - omijają niebezpieczeństwa, których sam nigdy bym nie dostrzegł.
Czasami mi je pokazują:
A to jakaś mała kolorowa żabka, która strzyka kwasem. I jak trafi w czyjeś ciekawskie oko, to staje się ostatnią rzeczą na którą człowiek patrzył.
A to jadowity pająk, który skacze na ludzi. Najchętniej na czubek głowy, albo za kołnierz. I oczywiście staje się ostatnią rzeczą, która na nas skoczyła.
A to sprytnie ukryte pod gałęzią gniazdo szerszeni, które właśnie mieliśmy, przez nieuwagę, strącić ramieniem. (W porównianiu z resztą towarzystwa szerszenie są właściwie niegroźne - to, w co nas ugryzą, po prostu strasznie boli i puchnie. Chyba że dopadnie nas kilkanaście szerszeni na razzzzz...) Najlepsza rada, kiedy atakują, to skakać do wody.
A w wodzie czekają kolejne atrakcje: płaszczki z trującym kolcem, piranie z zębami jak żylety, węgorz elektryczny (350V)..."
|