|
Zawsze się zastanawiałem, dlaczego ci wszyscy L++ z syffa tak się modlą do Neala Stephensona. Wiedziony ciekawością kupiłem sobie kiedyś "Zamieć", ale czytanie odłożyłem na bardziej sprzyjający moment. Ostatnio mam jednak nieco wolnego czasu, więc (po uprzednim uporaniu się z "Kirinyagą", "Necessary Lies" i "Tortilla Flat") wreszcie przeczytałem. W dużym skrócie: "Zamieć" jest niespójna stylistycznie, niekonsekwentna ontologicznie, naciągana fabularnie, ma mocno hollywoodzkie, sprawiające wrażenie pisanego na kolanie zakończenie, wreszcie jest przetłumaczona w sposób, za którym nie przepadam. Krótko mówiąc jest... rewelacyjna :-) Serio.
Zasadniczo jest to cyberpunk (za którym, nawiasem mówiąc, niespecjalnie przepadam), jednak jeśli ktoś wyobraża sobie drugiego Gibsona, to jest w błędzie - Stephenson do cyberpunkowego sztafażu i wartkiej akcji dorzuca m.in. sumeryjską mitologię, parę ciekawych obserwacji socjologicznych i, last but not least, potężną dawkę groteskowego humoru.
Wiele osób odbiera "Zamieć" serio, po czym zaczyna kręcić nosem - moim zdaniem to niewłaściwe podejście (osobiście bardziej zgadzam się z Markiem Rosenfelderem, który pisze: 'The usual fan take on the book is "It's fine cyberpunk, especially the part about the Deliverator; but I couldn't buy the Sumerian stuff in the middle, and the ending sucks." I've always felt that this misses the point'). Dla mnie to przede wszystkim jedno wielkie jajco i przymrużenie oka - zresztą, czy można poważnie traktować książkę, w której główny bohater nazywa się Hiro Protagonista, a główna bohaterka D.U. (Do Usług - w oryginale Y.T.)? :-)
Nie pamiętam już, kiedy po raz ostatni tak znakomicie się bawiłem przy lekturze. Znani humoryści w rodzaju Terry'ego Pratchetta czy Douglasa Adamsa najczęściej bawią mnie średnio - większość ich dowcipów sprawia na mnie wrażenie mocno wysilonych. Podczas czytania Zamieci" rechotałem dość regularnie: dialogów kwalifikujących się do sygnaturki jest na pęczki, rozporządzenia w sprawie papieru toaletowego nie powstydziłby się moim zdaniem sam Heller, a scenę spotkania z trawlerem "Bruce Lee" mogliby spokojnie nakręcić chłopaki z Monty Pythona. Mało tego: podejrzewam, że niemałej części żartów nie wyłapałem ze względu na brak przygotowania natury erudycyjnej - coś mi mówi, że cała ta gadanina o neurolingwistyce i głębokich strukturach to jedna wielka kpina z Noama Chomsky'ego & Co., jednak za mało na ten temat czytałem, żeby mieć pewność.
Chętnie wybaczam Stephensonowi wszystkie niedociągnięcia, o których pisałem na początku - znakomita zabawa przy lekturze w zupełności mi je zrekompensowała. Nie spocznę, dopóki nie dorwę gdzieś "Snow Crash" po angielsku - choćby po to, żeby się dowiedzieć, jak w oryginale jest "scypiorek" :-) A tymczasem idę sobie kupić "Cryptonomicon".
P.S. Czy ktoś ma może "Diamentowy wiek"? Bo nakład już dawno wyczerpany i wygląda na to, że będę musiał od kogoś pożyczyć...
_________________ I'm not dead yet.
Ostatnio zmieniony 28.07.2004 @ 18:32:12 przez Alakhai, łącznie zmieniany 1 raz
|