Oh-reen pisze:
Coś mi jednak mówi, że być może przypadek Kate Elliott (bo zakładam, Al, że nie czytałeś i dywagujesz, podobnie jak ja. Jeśli się mylę, dłuższy wywód na temat będzie bardzo mile widziany :)) stanowi chlubny wyjątek.
Słusznie zakładasz - Elliott nie czytałem i dywaguję. Mimo to coś mi mówi, że to jednak nie będzie chlubny wyjątek.
Oh-reen pisze:
Dukaj
pisze o niej jeśli nie entuzjastycznie, to w każdym razie z dużym kredytem zaufania
A to ciekawe - z tej samej recenzji wyczytaliśmy zupełnie odmienne rzeczy :->
Cytuję Dukaja:
"
nie jest to dzieło wybitne, żadne olśnienie literackie. Na planie fabularnym wydaje się wręcz realizować ten sam wyświechtany schemat fantasy"
"
To wciąż jest przede wszystkim czytadło. Kilka godzin przyjemnej lektury i może kwadrans zastanowienia."
W zasadzie nie powinienem się wypowiadać o czymś, czego nie czytałem, jednak jeśli Dukaj ma rację, to jednak nie przeczytam (a już na pewno nie kupię). Sorry, ale czytadeł na kilka godzin, o których się zapomina następnego dnia, to ja mam chwilowo zdecydowany przesyt. Takie coś to ja mogę od kogoś pożyczyć w chwili wielkiego znudzenia, ale na pewno nie wydam po kilkadziesiąt złotych na każdy z cholera wie ilu tomów.
Oh-reen pisze:
mnie dodatkowo sugerowane podobieństwo z metodą Kaya zachęca
Bo Elliott też wchodzi w realia historyczne? Dla mnie to zdecydowanie za mała zachęta. A jakoś nie bardzo wierzę, żeby Elliott pisała tak ładną frazą jak Kay.
BTW: akurat Kay jest wśród pisarzy fantasy dość chlubnym przykładem, bo nie tłucze wieloczęściowych cykli po kilkaset stron w każdym tomie. Napisał jedną trylogię, jedną dylogię, a dalej same standalone - i za to między innymi go lubię.
Oh-reen pisze:
Inna sprawa, że pisał on o trylogii, a Magda już o pięcioksiągu, a takie wydłużanie cyklu zazwyczaj kończy się tragicznie.
Między innymi dlatego jestem sceptyczny. Tym bardziej, że:
Magdalaena pisze:
Książka jest niezła - nic genialnego, IMHO słabsza od GRRM
No i właśnie - mnie już GRRM niespecjalnie zachwyca, a co dopiero coś słabszego. Dziękuję, postoję :-)
Magdalaena pisze:
Al - podaj mi swoja toplistę zobaczymy czy to działa w obie strony ;-)
Oj, nigdy w życiu się nad toplistą nie zastanawiałem, a jak zacznę ją konstruować ad hoc, to na pewno coś ważnego pominę...
Tak na szybkiego i bez jakiejś szczególnej kolejności: na pewno LeGuin i Tolkien. Na pewno Zelazny (Amber), Donaldson (Thomas Covenant), White ("Był sobie raz na zawsze król"), Beagle ("Ostatni jednorożec"), Wolfe (Nowe Słońce), Gaiman ("Nigdziebądź"), Kay ("Tigana"), Bradley ("Mgły Avalonu") i Gardner ("Grendel"). Z Polaków oczywiście Sapkowski, poza tym chyba Białołęcka (ale tylko "Tkacz Iluzji" - mam na myśli opowiadanie, a nie tworzoną na siłę książkę). Dałbym jeszcze "Inne pieśni" Dukaja, ale to chyba jednak nie jest fantasy.
Niektórych rzeczy świadomie nie podaję, bo czytałem je tak dawno, że niewiele z nich pamiętam - dzisiejszy odbiór mógłby być zupełnie inny niż kiedyś. Dotyczy to np. Lewisa (Narnia), Vance'a (Lyonesse) czy Andersona ("Trzy serca i trzy lwy"). Z kolei "The Riddle-Master Game" McKillip muszę sobie w końcu powoli i uważnie przeczytać w oryginale (już stoi na półce i czeka), bo polski przekład kiedyś mi się podobał bardziej, później mniej, a za każdym razem czytałem go niemalże w biegu.
Uprzedzam, że powyższa lista prawdopodobnie nie jest kompletna, bo tworzyłem ją na poczekaniu i bez głębszego zastanowienia.