Vila pisze:
Korek zaczynał się zaraz przy zjeździe z DK 7 (15 km odcinek), ale posuwał się w miarę sprawnie.
Oh, come on! Ci sami dwaj kolesie
piechotą wyprzedzali nas osiem razy! To ma być sprawnie ?? :D
Vila pisze:
I gdyby nie kilka godzin w Nidzicy bylibyśmy w Warszawie w porze obiadokolacji. (Tak swoją drogą, sama Nidzica i zamek - bida z nędzą. Ich opinię ratuje tylko dwójniak.)
To prawda - poza miodem nie ma w Nidzicy nic do oglądania. Zamek z daleka wygląda ładnie, ale niech was to nie zwiedzie, drodzy państwo. W środku jest tylko to co pozostało po pożarach, grabieżach, bombardowaniach, Czerwonej Armii i, last but not least, remontach.
Czyli, cytując przewodnika: "Tutaj widzimy XV wieczną belkę stropową. To ta trzecia od ściany."
A pod Grunwaldem najciekawsze (zaraz po oglądaniu powrotu rycerzy i wszystkich innych uczestników z pola bitwy, bo samego przedstawienia prawie nie było widać z naszego miejsca ;) było obserwowanie interakcji między zebraną a nieprzebraną ciżbą gapiów. Palące słońce, kiepska widoczność i nieustające próby pobicia rekordu ilości ludzi znajdujących się jednocześnie na jednym metrze kwadratowym pola owocowały scysjami, sprzeczkami, wyzwiskami i innymi atrakcjami towarzyskimi. Gdyby każdy tam miał miecz, bitwa przeszłaby drugi raz do historii ;)
Zabawne za to było wysyłanie werbalnych smsów za pomocą tłumu. Jedna kobieta tak długo wołała jakiegoś Oskara, że w końcu część publiczności zaczęła skandować razem z nią "O-skar! O-skar!"
Czy Oskar usłyszał nie wiem, ale po chwili inna część publiczności zaczęła wołać "Ru-da, siadaj!" i było bardzo zabawnie :]