Chemik pisze:
Alu, jesteś w tej fortunnej sytuacji, że robisz, to co lubisz i jeszcze Ci za to płacą. I to bardzo dobrze, tak trzymaj.
Drogi Chemiku, bardzo cie lubię ale teraz ciutkę bredzisz, więc postaram się wyprowadzić cię na prostą:))
Po pierwsze bywałam już w sytuacji, gdy miałam komornika na głowie i nie tylko. Studiowałam, opiekowałam się umierającym, pracowałam. W szpitalu, jako asystentka. I uparcie szukałam takiej pracy, która sprawiałaby mi przyjemność (biorąc zlecenia dodatkowe, staże, praktyki itp.). Do tej komfortowej, jak piszesz, sytuacji doszłam drogą wyrzeczeń, nieprzespanych nocy, pracy za free itp. Mogłam odpuścić, zająć się czytaniem książek i chodzeniem do kina, ale - jak widzisz - wolałam zabiegać o pracę, która będzie nie tylko źródłem dochodów, ale da mi prawdziwą przyjemność.
Teraz, będąc już specjalistą o ugruntowanej pozycji w swoim zawodzie, który lubię, też mam nóż na gardle. Choćby dziś, gdy wiem, że kasy od poprzedniego pracodawcy wystarczy mi ledwie na parę tygodni. Nie ma ofert dziś dla mnie, są plany na przyszłość i rozmowy. Mogłabym już dziś machnąć ręką i wrócić do pracy w korporacji, od czego kiedyś uciekłam, albo do sekretarkowania. Na czynsz i życie by było. Ale wolę zrobić inaczej: szukać pracy takiej, jaką lubię, a ewentualnie przelotach brać to, co wpadnie w ręce (by przeczekać). Nigdy jednak nie potraktuję takich przelotów jako coś więcej, niż tylko krótkie wyjście awaryjne.
Ty zaś, mam wrażenie, pisałeś o ogóle ludzkości, który przez większość swojego życia robi to, co musi, a nie to, co lubi. A mnie to dziwi, ba szokuje, bo znakomita większość ludzkości, wśród której się obracam, robi właśnie to co lubi. I tym odpędza komornika:) Ba, znam parę osób, które mogłyby nie pracować, bo nie muszą, a jednak prowadzą z powodzeniem własne firmy, rozkręcają biznesy i tak dalej. Znam tez kilka takich, które robią to, co kochają, choć komornik często do nich zagląda. One też nie wyobrażają sobie, że mogłyby robić coś innego, one też lubią swoją pracę i taką, a nie inną podjęły decyzję. To wszystko z powodu chęci robienia tego, co się lubi.
Ale może ja jestem w tej fortunnej sytuacji, że obracam się wśród samych tylko nonkonformistów (których faktycznie, w moim zawodzie nie brakuje);D