Zodndrak pisze:
Aha, wszędzie to powtarzam, więc i tu powtórzę. Kara nakładana przez kanara to nie jest żaden mandat. To zwykła kara umowna wynikająca z wzorca umownego, jakim jest regulamin przewozu, czy inny tego rodzaju dokument. Słowa "mandat" używają kanarzy, żeby poczuć się ważniejszymi i wywołać strach u karanego. Tymczasem w tych regulaminach jest napisane, że jest to "dodatkowa opłata z tytułu przejazdu bez ważnego biletu". W związku z tym ściągana jest w postępowaniu cywilnym, przez komornika.
Jasne. Tylko to wszystko teoria. Kiedyś w trójmiejskiej SKM-ce dostałem mandat (za niewłaściwy bilet). Spisali mnie, ponieważ ja nie zgadzałem się z zasadnością kary nie przyjąłem mandatu (analogicznie do postępowania w ruchu drogowym - nie zgadzasz się na mandat, to nie podpisujesz). Spodziewałem się jakiegoś doręczenia wezwania do zapłaty od Renomy (firmy prowadzącej kontrolę) albo od SKM, ale zdziwiłem się, gdy dostałem list od... firmy windykacyjnej, która groziła, że w razie nieopłacenia należności zostanę wpisany do Krajowego Rejestru Długów. I wiecie co? Po pobieżnym przejrzeniu przepisów okazało się, że rzeczywiście mogą to zrobić - bez żadnych dowodów na to, że jestem cokolwiek komukolwiek winien. Oni mają po prostu umowę z KRD i wpisują tam każdego, kto - ich zdaniem - zalega im z płatnościami. Oczywiście można założyć sprawę w sądzie (ale na własny koszt) i udowodnić, że kara jest bezzasadna. Ale czy te 100 złotych jest tego warte?
Aha - dowiedziałem się też, że nie podpisując "mandatu" na miejscu kontroli sam się pozbawiłem możliwości odwołania od mandatu. Czyli odwołać się można od wyroku sądu, ale od decyzji grupy łysych ABS-ów z kolejki miejskiej już nie... bo żeby się odwołać, trzeba mandat przyjąć. Paranoja. No chyba, że odwołamy się do sądu, znowu na własny koszt.