arien pisze:
Rzecz w tym, źe wiele osób myśli, źe ta gra ma słowo "rider" w nazwie:). nagminnie źle to czytają w telwizyjnych programach o grach.
Pomijam już to, że początek nazwy wymawiają jako "tomb". Brrr....
Ostatnio nieco się opierdzielałem dlatego dzisiaj dwie recki. Jedziemy. :)
GUN
Daaawno nie bawiłem się tak świetnie przy shooterze, którym
GUN niewątpliwie jest. Niektórzy porównują tę grę do
GTA, ja nigdy się z tym nie zgodzę.
GTA (szczególnie ostatnia odsłona) jest grą - molochem, który może się szybko znudzić, w przypadku
GUN taka sytuacja nie ma miejsca. To jest Dziki Zachód, z całą jego brutalnością, chaosem i klimatem znanym z westernów.
O fabule nic nie napiszę, bo nie chcę spoilerować. Jest naprawdę dobra i wykorzystuje kilka numerów ze znanych westernów. Główny wątek nie jest zbyt długi, całą grę można skończyć w dziesięć godzin (na poziomie średnim), ale misje poboczne są tak pomyślane byśmy mogli poczuć ten Dziki Zachód. Możemy skoczyć do kasyna na turniej pokera (standardowy amerykański, po dwie karty dla graczy - pięć zakrytych na stole), poszukać listów gończych, popracować trochę jako kurier dla Pony Express, jako zastępca szeryfa zaprowadzić porządek w Dodge City lub Empire (dwa miasta, które możemy odwiedzić) lub popracować dla hodowcy bydła. Możemy też polować na legendarne stworzenia jak Biały Wilk, Biały Bizon czy kuguar. Musimy miec tylko łuk, przynajmniej jedną strzałę i trochę cierpliwości. Skoro już mowa o broni, to jest tego trochę, ale dziela się na kategorie: ręczna, pistolety, strzelby, shotgun, karabin snajperski, łuki. Możemy też rzucić w przeciwnika butelką z oliwą lub dynamitem. Są jeszcze dwa rodzaje broni: karabin maszynowy Gatling i działo/armata, dostępne tylko w misjach. Ostatnie dwa pojawiają sie dość rzadko, ale robią prawdziwą masakrę. Jak i nóż do skalpowania. Jesli po walce przeciwnik jeszcze żyje, możemy podejść i go oskalpować. Nie jest to w żaden sposób premiowane, nie ma nigdzie licznika skalpów, ale możemy to robić. I tu wyłazi cała brutalnośc w tej grze, a jest na każdym kroku - krew leje się litrami. Co nie powinno nikogo dziwić. Jeśli człowiek oberwie z bliskiej odległości z shotguna w okolice twarzy, to robi się miazga albo urywa łeb. Mnie ta brutalnośc szczególnie nie przeszkadzała. Niestety krew wygląda jak czerwona wstążka i to jest jedyna rzecz do jakiej mogę sie przyczepić jesli chodzi o grafikę. Gra wygląda pięknie. Preria, kaniony, zachody i wschody słońca (nie ma cyklu dnia i nocy, ale misje dzieją się o różnych porach doby), walki też graficznie nie kuleją. Na szczególne wyróżnienie zasługuje jeden model, który zachowuje sie naprawdę dobrze i wygląda też nie gorzej. Mam na myśli konia. Jazda konna jest zrobiona chyba dobrze. Chyba, bo nigdy nie jeżdziłem konno i nie wiem tez jak się walczy siedząc na wierzchowcu. Wizualnie wygląda to świetnie, od strony animacji też nie mam nic do zarzucenia. Walka z konia daje nam dośc widoczną przewagę, do momentu gdy zastrzelą "pojazd". A upadek czasem bywa bardzo bolesny i zazwyczaj nie ma już szans na kontynuowanie przygody, bo ktoś nas bezceremonialnie dobija. Poziomy trudności sa dobrze zbalansowane i ukończenie gry na poziomie normal nie powinno nikomu sprawić problemu. Gdyby jednak ktoś ukończył grę na poziomie insane prosze dać mi znać. Jest tak cholernie trudno, że zabłokowałem się gdzieś w połowie gry.
Podsumowując
GUN prezentuje się ładnie pod względem graficznym, trzyma niesamowity klimat spaghetti westernów i daje mnóstwo zabawy. Te kilka godzin poświęcone grze nie bedzie stracone.
Ocena: 9/10 Głownie za klimat i model jazdy konno.
Prince of Persia: The Two Thrones
Cos czułem w kościach, że ta odsłona przygód Księcia może być całkiem niezła. I wiele się nie pomyliłem. Niestety autorzy gry znów poszli w kierunku liniowości i po raz kolejny musimy odszukać jedyny, wymyślony przez twórców, sposób na przejście planszy. Tyle, że w tej części nie jest to aż tak bardzo upierdliwe jak w
PoP: Warrior Within gdzie dodatkowo cofaliśmy się w czasie (a potem musieliśmy wrócić do "teraźniejszości") i de facto poruszaliśmy się po tych samych lokacjach. Sztuczne wydłużenie czasu gry, które doprowadzało mnie do szału. W
PoP: T2T idziemy do przodu, że tak się wyrażę i do tego cała akcja gry zyskała nieco na dynamice. Głównie przez wprowadzenie speed killa. Czym jest ów tajemniczy speed kill? W sytuacji gdy Książę znajduje się za przeciwnikiem lub nad nim ekran zaczyna się rozmywać (BTW, cały efekt blura przypomina mi sposób widzenia Aliena z
Aliens vs Predator) i możemy zaczynać wciskając odpowiedni przycisk. Zaczyna się sekwencja filmowa w której bierzemy aktywny udział. Książę z "akrobatycznym przytupem" (salta, fiflaki, i inne cuda niewidy:)) zabiera się za unieszkodliwianie wrogiego elementu. Cały dynks polega na tym by w momencie gdy sztylet zbłyśnie na srebrno wcisnąć przycisk ataku. Gdy już nauczymy się trafiać (pomaga też dźwięk, który pojawia się tuż przed rozbłyśnięciem) musimy nauczyć się nieco skradać i nie wdawać w walkę z każdym kogo zobaczymy. I tu ktoś mógłby zadać pytanie: No dobra, ale miało być szybko i dynamicznie. Skradanie? Na początek proponuję przejśc grę tak z pietnaście do dwudziestu razy, do momentu pierwszej przemiany w Mrocznego Księcia. Czego się nauczyć z listy kombo? Na 100% podstawowego połączenia trzech kombo z dwóch broni (na przemian wciskamy: atak drugą bronią -> atak sztyletem, do momentu gdy Książe nie zakończy kombosa wiatrakiem na rękach), Angel Drop z wymachem brońmi na zakończenie, wallrun z atakiem, (obowiązkowo) wszystkie techniki umożliwiające odebranie broni przeciwnikowi oraz blokowanie z kontratakiem. Należy też pamietać o wykorzystywaniu elementów otoczenia. Ściany, kolumny, łańcuchy, to wszystko połączone z efektowną akrobacja może przechylić szalę na naszą strone. Gdy już nauczymy się tego wszystkiego zaczynamy grę, która teraz jest szybsza. Znamy drogę (przynajmniej na początku, ale potem już mniej więcej wiemy czego szukać i czego się spodziewać), jeśli speed kill nie wyjdzie stosujemy poznane kombosy pamietając, że Książę może tez wycofac się z walki. Warto poczekać, gdzieś się na chwilę przyczaić i zobaczyć jak przeciwnicy patrolują teren. Czasem mozna znaleźć takie miejsce gdzie na speed killa załapie się dwóch, czasem trzech oponentów (jak na razie znalazłem tylko jedno miejsce, w którym speed killem mozna zabic pięciu przeciwników; sekwencja filmowa jest powalająca). Mroczny Książę to inna para kaloszy. On nie ma tak dużo kombosów, ale ma ten cholerny łańcuch, którym całkiem nieźle wywija. Pamietam, ze na początku jeszcze blokowałem ciosy, ale z czasem przestałem. Siła uderzenia Mrocznego Księcia jest dośc konkretna i mało kto przetrzymuje do połowy kombo, wali tym łańcuchem dookoła, odzyskuje życie za piaski czasu z pokonanych wrogów. Niestety, jest też jeden minus, tylko jeden. Jego poziom zycia cały czas spada, bez względu na to, co robimy. Piaski czasu możemy też znaleźć w koszykach, stołach i innym wyposażeniu wnętrz i okolic.
Fabuła jest dośc fajna, custsceny wykonane z rozmachem i wytryskiem graficznym. Zresztą, cała gra jest mocno efekciarska. Z tymi wszystkimi akrobacjami, speed killami, bossami (nic nie napisze, przejdźcie i zobaczcie ;P), wspaniałymi lokacjami, z tą akcją i klimatem. Niestety, coś musieli zawalić. Woda jest zrobiona tak kupiaście, że wstyd coś takiego w grze umieścić. Zero odbić na powierzchni. Fakt, efekt rozmycia jest całkiem niezły, ale nie ratuje on tej strasznej kaszany jaką jest woda w
PoP: T2T.
Podsumowując gra jest przeznaczona dla fanów serii i osób z dużą dawką cierpliwości (niektóre etapy są tak cieżkie, że trzeba przechodzić po kilka/kilkanaście razy). Graficznie prezentuje się wspaniale (poza wspomnianą wodą) i w rozdzielczości 1280x960, z wygładzaniem x4, gwarantuje opad szczeny.
UWAGA! Granie na klawiaturze i myszy może doprowadzić do ciężkiej nerwicy. Zaleca się zakup pada z analogowymi kontrolerami.
Ocena: 6/10