Chemik o \"Starship Troopers\" pisze:
Oglądałem sto razy, ale nadal mi się podoba ;-)
Mnie też, chociaż książka jest o wiele lepsza.
BTW: zawsze mam niezły ubaw gdy ludzie biorą "Starship Troopers" na serio (była parę miesięcy temu dość długa dyskusja na syffie na ten temat), a przecież to jest jedna wielka kpina - ładnie o tym napisał Michał Chaciński w ostatniej "Gazecie Telewizyjnej". A jeśli ktoś grał w StarCrafta, to miał dodatkową radochę - niektóre sceny są żywcem wyjęte z "Starship Troopers" właśnie.
Sexbeer pisze:
Ale tłumaczenie dalej zjechane :)
Gdy zobaczyłem napis na cały ekran "One Year
Earlier" i usłyszałem lektora mówiącego "Rok
później", to mną aż zatrzęsło. Wrrr.
Chociaż z drugiej strony i tak już jest nieźle, bo teraz to się nazywa "Żołnierze kosmosu". Kiedyś było AFAIR "Kawaleria kosmosu"...
Joanka pisze:
Mead pisze:
Nieeeee. Rickman jest jedynym słusznym Snape'm - z uwagi na głosssss :)
O głosie nic nie wiem, bo film był z dubbingiem.
Pamiętam taką wymianę zdań na syffie jakiś czas temu przy okazji premiery trzeciej części HP:
Misz:
Byłem, widziałem.
Michio:
Z dubem? To nie widziałeś.
Mariposa:
Z kim?
Michio:
O rety. Z dubbingiem. Snape otwiera gębę, ale zamiast Rickmana słychać jakiegoś chwk.
Ja się z Michiem zgadzam w stu procentach - dubbingów nie dotykam nawet trzymetrowym kijem, bo dla mnie to jest zarzynanie filmu. W animacjach dobrze zrobiony dubbing mi nie przeszkadza, ale gdy widzę normalny film z żywymi aktorami, który ktoś zdubbingował, to odwracam się na pięcie i wychodzę.
BTW: za lektorem też nie przepadam, aczkolwiek z trudem toleruję. Jedynie słuszną opcją są napisy. Howgh.