|
Apropos "Króla Artura", o którym trochę tutaj dyskutujecie, widziałem film kilka dni temu i choć było trochę lepiej niż się spodziewałem po lekturze recenzji, to i tak nie mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że to dobre kino. Nie miałem wrażenia, że obcuje z "prawdziwą wersją wydzarzeń", zamiast tego "kanoniczną" wersję mitu zastąpiono nową, gdzie Artur i Merlin zmieniają się w bojowników o wolność i równość, bronią Brytanii - ostatniej oazy wolności w barbaryzującym się świecie - przed tyranami z Saksonii i Rzymu. Tylko że ten nowy mit (o silnym politycznym i ideologicznym wydźwięku) nie ma tej emocjonalnej siły, nośności, głebi i magii, co wersja podana nam przez Mallory'ego, a w kinie przez Boormana. Ideologicznie przesłanie filmu jest mi bliskie, ale można chyba je było podać w bardziej subtelnej, mniej oczywistej i naiwnej formie.
Od strony wizualnej film także nie zachwyca, owszem zdjęcia Idziaka ładne, ale reżyser nie za bardzo miał pomysł jak je ułożyć w sensowną całość, w ogóle reżyseria jest raczej bezstylowa i bezosobowa. Ładnie wypadła tylko scena bitwy na jeziorze, za to bitwa finałowa, pokazana jest nieciekawie i kończy się - wbrew logice - dokładnie wtedy, gdy Artur zabija wodza Sasów.
Ale największą wadą fimu są źle napisane, nieprzekonujące postacie, dobrzy aktorzy nie mają co grać. Broni się jakoś postać Ginewry, ale tylko dzięki niezwykłej urodzie i charyźmie Keiry Knightley. Artur,mimo talentu i charyzmy Owena, nie przekonuje. Zwłaszcza obraz jego dojrzewania do noszenia korony, przemiany w świadomego swoich celów i zadań polityka. Nie wymagam by zostało to przedstwione na poziomie Henryka V, gdzie Brannagh ukazał ten proces w nie mający w kinie konkurencji sposób, ale skoro wątek został w filmie podjęty, można go było zrobić rzetelniej. A już zupełnie rozczarowuje wątek romansowy, trójkąta Lancelot-Ginewra-Artur, coś widzowi sugeruje (Lancelot chwali się przez pół filmu zamiłowaniem do cudzych żon,czy nieślubnych partnerek)a w końcu wypada to tak, jakby twórcy w pewnym momencie wątek porzucii, albo producenci wycięli w montażu, bo uznali, że film i tak jest za długi.
|